AZS AWF Katowice - MKS Dąbrowa G. 85-88. Spotkanie godne derbów
25.10.2009
Już od samego początku dąbrowianie narzucili swój styl gry. Doskonale spisywał się Basiński, który tylko w pierwszej kwarcie trzy razy trafił zza linii 6,25 m. Łącznie przyjezdni trafili aż osiem "trójek" tylko w pierwszej połowie. - Wszystko im wpadało, z jakiej pozycji by nie rzucili, to piłka i tak znajdowała się w koszu - kręcił głową Tomasz Koczwara, rozgrywający AZS-u AWF-u. Przewaga gości rosła w zastraszającym tempie, a najbardziej doświadczeni w szeregach "Akademików", Koczwara i Milewski, nie mieli pomysłu jak sforsować obronę rywala. - Widać było, że bardzo chcieli, może nawet za bardzo i stąd niewiele im wychodziło - tłumaczył Mirosław Stawowski, trener katowiczan.
W kolejnej odsłonie rozszalał się pod koszem Lisewski. Razem z Piechowiczem popisywali się efektownymi wsadami, których w samej tylko drugiej kwarcie było aż cztery. Do przerwy goście prowadzili już 17 punktami i zanosiło się na pogrom. - Nie przypominam sobie, by któryś ze śląskich zespołów zagrał tak dobrą połowę, jak nam się udało w tym spotkaniu - chwalił swój zespół Wojciech Wieczorek, szkoleniowiec MKS-u. Na nieszczęście dąbrowian mecz trwa jednak 40 minut.
Po przerwie obraz gry uległ diametralnej zmianie. - Zaczęliśmy agresywniej bronić. Dąbrowa pogubiła się - mówił Koczwara, który wraz z Milewskim poderwali zespół do walki. Obaj rzucili aż 26 punktów z 38, jakie "Akademicy" zdobyli w drugiej połowie. - Przestrzegałem zawodników przed zbytnim rozprężeniem, a mimo to doprowadzili do nerwowej końcówki - denerwował się Wieczorek. Jednak jeszcze na cztery minuty przed końcem goście prowadzili aż 14 "oczkami". Wówczas jednak wspomniany duet zdobył 13 punktów z rzędu! Do remisu doprowadził Gembus, któremu udało się ograć Lisewskiego.
W końcówce oba zespoły stanęły przed szansą na zdobycie rozstrzygającego kosza. Najpierw Leszczyński zamiast pociągnąć kontrę do końca, zatrzymał się na połowie rywala i podał piłkę do Koczwary, który znajdował się jeszcze w strefie obrony. Później piłka po akcji Lisewskiego "zatańczyła" na obręczy i wypadła z kosza. W końcu rzut Piotrkowskiego w ostatniej sekundzie zza linii 6,25 m także nie dał zwycięstwa. - Po akcji pick and roll dąbrowianie źle przekazali i zostałem z wysokim zawodnikiem. Zagrałem z nim jeden na jeden i odegrałem do Piotrkowskiego. To była jego ulubiona pozycja, a jednak nie udało mu się trafić - wyjaśniał rozgrywający AZS-u AWF-u.
W dogrywce prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie. Pierwsi na prowadzenie wyszli gospodarze. Jednak później po akcji 2+1 Piechowicza, to dąbrowianie byli bliżsi zwycięstwa. - W tej sytuacji na pewno był błąd kroków. Rozmawiałem z arbitrami po meczu i przyznali się błędu - irytował się Stawowski. Po chwili, po zagraniu Wójcika, to znów "Akademicy" mieli na koncie więcej punktów. Decydujący rzut wykonał jednak Szczypka, który trafił za trzy. - To tylko mała cegiełka. Cały zespół zapracował na to zwycięstwo. Na własne życzenie musieliśmy drżeć o wynik do samego końca, ale niedługo już nikt nie będzie o tym pamiętał. Liczy się wygrana - uśmiechał się autor zwycięskiego rzutu.
W kolejnej odsłonie rozszalał się pod koszem Lisewski. Razem z Piechowiczem popisywali się efektownymi wsadami, których w samej tylko drugiej kwarcie było aż cztery. Do przerwy goście prowadzili już 17 punktami i zanosiło się na pogrom. - Nie przypominam sobie, by któryś ze śląskich zespołów zagrał tak dobrą połowę, jak nam się udało w tym spotkaniu - chwalił swój zespół Wojciech Wieczorek, szkoleniowiec MKS-u. Na nieszczęście dąbrowian mecz trwa jednak 40 minut.
Po przerwie obraz gry uległ diametralnej zmianie. - Zaczęliśmy agresywniej bronić. Dąbrowa pogubiła się - mówił Koczwara, który wraz z Milewskim poderwali zespół do walki. Obaj rzucili aż 26 punktów z 38, jakie "Akademicy" zdobyli w drugiej połowie. - Przestrzegałem zawodników przed zbytnim rozprężeniem, a mimo to doprowadzili do nerwowej końcówki - denerwował się Wieczorek. Jednak jeszcze na cztery minuty przed końcem goście prowadzili aż 14 "oczkami". Wówczas jednak wspomniany duet zdobył 13 punktów z rzędu! Do remisu doprowadził Gembus, któremu udało się ograć Lisewskiego.
W końcówce oba zespoły stanęły przed szansą na zdobycie rozstrzygającego kosza. Najpierw Leszczyński zamiast pociągnąć kontrę do końca, zatrzymał się na połowie rywala i podał piłkę do Koczwary, który znajdował się jeszcze w strefie obrony. Później piłka po akcji Lisewskiego "zatańczyła" na obręczy i wypadła z kosza. W końcu rzut Piotrkowskiego w ostatniej sekundzie zza linii 6,25 m także nie dał zwycięstwa. - Po akcji pick and roll dąbrowianie źle przekazali i zostałem z wysokim zawodnikiem. Zagrałem z nim jeden na jeden i odegrałem do Piotrkowskiego. To była jego ulubiona pozycja, a jednak nie udało mu się trafić - wyjaśniał rozgrywający AZS-u AWF-u.
W dogrywce prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie. Pierwsi na prowadzenie wyszli gospodarze. Jednak później po akcji 2+1 Piechowicza, to dąbrowianie byli bliżsi zwycięstwa. - W tej sytuacji na pewno był błąd kroków. Rozmawiałem z arbitrami po meczu i przyznali się błędu - irytował się Stawowski. Po chwili, po zagraniu Wójcika, to znów "Akademicy" mieli na koncie więcej punktów. Decydujący rzut wykonał jednak Szczypka, który trafił za trzy. - To tylko mała cegiełka. Cały zespół zapracował na to zwycięstwo. Na własne życzenie musieliśmy drżeć o wynik do samego końca, ale niedługo już nikt nie będzie o tym pamiętał. Liczy się wygrana - uśmiechał się autor zwycięskiego rzutu.
Polecane
Koszykówka
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów