42-latek wrócił po ciężkiej kontuzji, został trenerem i... chce grać dalej!

10.12.2013
Bogdan Prusek jest niesamowity. Były piłkarz klubów ekstraklasy ma dziś 42 lata, a w kwietniu zerwał więzadła. To brzmiało jak wyrok, jednak on spokojnie się wyleczył i od rundy wiosennej ma grać dalej!
Nawet w momencie doznania ciężkiej kontuzji Prusek nie myślał jednak o zakończeniu kariery. - Mam nadzieję, że po zabiegu wszystko pójdzie dobrze, wrócę na boisko. Nie planuję bowiem zakończenia kariery przed 2015 roku. Mobilizuje mnie syn. Michał ma 15 lat i idzie w moje ślady. W jednym z zimowych turniejów wystrzelał tytuł króla strzelców. Regulaminowe 16 lat, po skończeniu których może grać w seniorach, skończy w grudniu 2014 roku, więc dopiero na wiosnę 2015 roku będzie mógł wystąpić obok mnie - mówił wtedy.

Teraz wrócił już do zdrowia. - Kilka tygodni temu wróciłem ze zwolnienia lekarskiego, a pracuję w pszczyńskim Ośrodku Rekreacji i Sportu. Zawodnikiem Iskry już nie jestem, bo moja umowa dobiegła końca. Dziękuję jednak działaczom za wsparcie, także finansowe, mojej operacji. Teraz powoli kończę rehabilitację, na którą jeżdżę dwa razy w tygodniu. Te zajęcia potrwają do końca grudnia, a od początku przyszłego roku będę mógł wrócić na boisko - zapewnia.

Gdzie będzie kontynuował karierę? - W najbliższy piątek pojadę do Studzionki, gdzie zawodnicy grającego w I grupie okręgówki LKS-u mają zakończenie sezonu. Dla mnie będzie to jednak początek przygody w nowym klubie. Co prawda z prezesem Krzysztofem Czerwińskim mamy jeszcze do dogadania pewne szczegóły, ale wszystko wskazuje na to, że będę trenerem tego zespołu. Oglądałem go kilka razy, więc co nieco o nim wiem, ale na dokładne poznanie przyjdzie czas podczas zajęć. Czy będę grającym trenerem, okaże się po zimowych treningach i sparingach. Jeśli zawodnik Prusek udowodni trenerowi Pruskowi, że jest w stanie pomóc drużynie, do skorzystam ze swoich usług. Powiem jednak szczerze, że nie mogę się już doczekać pierwszego meczu. Od 20 kwietnia minęło już tak dużo czasu, w którym nie mogłem robić tego, co lubię najbardziej - kończy rozmowę z dziennikiem "Sport".
źródło: Sport

Przeczytaj również