Zgoda - Zagłębie 31-33. Lepsze o sześć bramek, ale tylko po przerwie
14.11.2009
Rudzianki w pierwszej połowie grały bojaźliwie, popełniając fatalne błędy właściwie w każdym elemencie gry. - Grałyśmy nieskutecznie w ataku, dzięki czemu Zagłębie wyprowadzało kontry, a lubinianki potrafią w ten sposób grać. W obronie również grałyśmy słabo, wobec czego my nie mogłyśmy grać z kontry - tłumaczyła Katarzyna Gleń, która mogła być jedynie zadowolona z wykonywania rzutów karnych. W pierwszej połowie ani razu się nie pomyliła. Na niewiele się to jednak zdało. Przy stanie 4-4 trzy bramki z rzędu rzuciły lubinianki i od tego momentu gra Zgody wyglądała coraz gorzej. Swój koncert rozpoczęła natomiast Joanna Obrusiewicz. - W pierwszej połowie grało mi się bardzo dobrze. Po przerwie jednak dostałam indywidualne krycie i było już trudniej. Mój "plaster" skutecznie uprzykrzał mi życie - powiedziała reprezentantka Polski.
Nie tylko jednak indywidualne krycie przez Marzenę Obruśnik odmieniło grę rudzkiej "siódemki” w drugiej odsłonie. - My już nie miałyśmy nic do stracenia. Trener nas motywował w szatni, chciałyśmy pokazać, że potrafimy grac do końca - zdradziła Katarzyna Gleń, która z koleżankami rozpoczęła pogoń za Zagłębiem. Takiej postawy rudzianek, jakże odmiennej w porównaniu do pierwszej połowy, nie spodziewały się podopieczne Bożeny Karkut.
- Nie lekceważyłyśmy Zgody. Byłyśmy skoncentrowane, jednak popełniłyśmy kilka błędów technicznych, a rudzianki grały dobrze w obronie - szukała przyczyn słabszej gry Zagłębia w drugiej połowie Joanna Obrusiewicz. Ambitna postawa gospodyń zaowocowała tym, że rudzianki na niespełna trzy minuty przed końcem meczu doprowadziły do stanu 30-32.
Na dodatek Zagłębie musiało grać w osłabieniu przez dwie minuty. - Można było w tym meczu zdobyć przynajmniej jeden punkt. Gdybyśmy wykorzystały "czyste" sytuacje, to pokusiłybyśmy się o korzystny wynik. Mogłyśmy nawet wygrać. Zabrakło jednak czasu i skuteczności - mówiła Katarzyna Gleń, skrzydłowa Zgody. - Reprymendy od trenerki za drugą połowę raczej nie będzie, ale wnioski musimy wyciągnąć - przyznała Joanna Obrusiewicz. - Dobrze, że my wygraliśmy pierwszą połowę ośmioma bramkami. W drugiej Zgoda była lepsza o sześć trafień, ale nam już takie dwie diametralne różne połowy się przytrafiały - dodała trener Zagłębia, Bożena Karkut.
Nie tylko jednak indywidualne krycie przez Marzenę Obruśnik odmieniło grę rudzkiej "siódemki” w drugiej odsłonie. - My już nie miałyśmy nic do stracenia. Trener nas motywował w szatni, chciałyśmy pokazać, że potrafimy grac do końca - zdradziła Katarzyna Gleń, która z koleżankami rozpoczęła pogoń za Zagłębiem. Takiej postawy rudzianek, jakże odmiennej w porównaniu do pierwszej połowy, nie spodziewały się podopieczne Bożeny Karkut.
- Nie lekceważyłyśmy Zgody. Byłyśmy skoncentrowane, jednak popełniłyśmy kilka błędów technicznych, a rudzianki grały dobrze w obronie - szukała przyczyn słabszej gry Zagłębia w drugiej połowie Joanna Obrusiewicz. Ambitna postawa gospodyń zaowocowała tym, że rudzianki na niespełna trzy minuty przed końcem meczu doprowadziły do stanu 30-32.
Na dodatek Zagłębie musiało grać w osłabieniu przez dwie minuty. - Można było w tym meczu zdobyć przynajmniej jeden punkt. Gdybyśmy wykorzystały "czyste" sytuacje, to pokusiłybyśmy się o korzystny wynik. Mogłyśmy nawet wygrać. Zabrakło jednak czasu i skuteczności - mówiła Katarzyna Gleń, skrzydłowa Zgody. - Reprymendy od trenerki za drugą połowę raczej nie będzie, ale wnioski musimy wyciągnąć - przyznała Joanna Obrusiewicz. - Dobrze, że my wygraliśmy pierwszą połowę ośmioma bramkami. W drugiej Zgoda była lepsza o sześć trafień, ale nam już takie dwie diametralne różne połowy się przytrafiały - dodała trener Zagłębia, Bożena Karkut.
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych