Zgoda - SPR Lublin 23-38. I mistrzynie już nie mają "doła"...

01.02.2010
Gdy nie wykorzystuje się sytuacji "sam na sam", to ciężko myśleć o zwycięstwie. Szczególnie w meczu, w którym naprzeciwko staje podrażniony ostatnią porażką mistrz Polski, SPR Lublin.
W poprzedniej kolejce miejscowe nieoczekiwanie przegrały z Jelenią Górą, a mistrzynie Polski uległy Zagłębiu Lubin. Obie drużyny miały więc coś do udowodnienia. - Złapałyśmy psychicznego "doła". Za wszelką cenę chciałyśmy dziś zwycięstwa, aby się podbudować - przyznała Krystsina Repelewska, zawodniczka SPR-u. Mocno zmotywowane przyjezdne od początku narzuciły swój styl. W łatwy sposób powiększały przewagę. - Poprawiłyśmy te elementy, które szwankowały w Lubinie. Na bezpieczną odległość pozwoliły nam odskoczyć rzuty z dystansu oraz kontrataki - zauważyła rozgrywająca gości, których gospodynie nie potrafiły zatrzymać.

Między słupkami Mieńko zmieniła Muszioł. Druga bramkarka wybroniła kilka sytuacji, ale jej koleżanki były nieskuteczne nawet w sytuacjach "sam na sam". - Nie mogłyśmy znaleźć recepty na pokonanie rywalek - rozkładała ręce Małgorzata Kucińska, piłkarka Zgody. To m.in. jej przyglądał się selekcjoner reprezentacji, Krzysztof Przybylski. - Niestety, nie mogę uznać zawodów za udane. Czasem tak jest, że człowiek im bardziej się stara, tym bardziej mu nie wychodzi - dodała podłamana Kucińska.

- Po rozczarowującej poprzedniej porażce, przyszedł kolejny fatalny mecz. Trener mobilizował nas w przerwie, ale klasowy przeciwnik nie pozwolił nam na zbyt wiele. Wyprowadził zabójcze kontry oraz świetnie grał na skrzydłach. Prawie ze stuprocentową skutecznością. Ciężko było go zatrzymać - Kucińska wskazała przyczyny przegranej.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również