Zgoda - Olkusz 30-24. Rudzianki wygrały, ale nie zachwyciły
27.02.2010
Rudzianki objęły prowadzenie już w pierwszej minucie. I nie oddały go do końcowej syreny. - Martwi jednak pewna niefrasobliwość podczas gry w ataku oraz ilość niewykorzystanych sytuacji. Wynik mógł być w końcu wyższy. Momentami niepokoiła także postawa w obronie. Przy lepszym przeciwniku mogło być gorzej - pomimo prowadzenia przez cały mecz trener Zgody, Dariusz Olszewski, wytknął swoim zawodniczkom kilka błędów.
Wyraźna przewaga rudzianek zarysowała się już w pierwszym kwadransie, gdy to zawodniczki z Olkusza kilkakrotnie grały w osłabieniu. - Beniaminkowie tak najczęściej są traktowani przez sędziów. To nie pierwszy taki mecz z naszym udziałem. To jest żenujące, bo arbitrzy psują całe widowisko, a przecież wynik mógł być inny. Takie same sytuacje były po obu stronach, ale rudziankom arbitrzy nie gwizdali kar - powiedziała Dorota Krzymińska, która po raz pierwszy w życiu w hali przy ulicy Sportowców w Rudzie Śląskiej-Bielszowicach zagrała jako przyjezdna. - Sentyment do Zgody zawsze pozostanie, spędziłam w tym klubie 19 lat - dodała bramkarka SPR-u, która wespół z Aleksandrą Gierą i Anną Brachmańską tworzy - rudzką kolonię - w Olkuszu.
Nieliczni kibice SPR- u, którzy przyjechali na mecz, ożywili się jedynie na chwilę na początku drugiej połowy. Wtedy to przewaga Zgody stopniała do dwóch bramek. - Grałyśmy nierówno, falami. Raz dobrze, potem znowu słabiej. Ważna jest jednak wygrana. Zwycięzców się nie sądzi - powtórzyła starą prawdę Agata Cebula, która zdobyła osiem bramek. Wszystkie z rzutów karnych. - Po prostu wyszło - oceniła swoją skuteczność po stałych fragmentach gry była zawodniczka Sośnicy Gliwice.
- Walczymy o utrzymanie, rudzianki natomiast mają całkiem inny cel. Cieszy więc sam fakt, że napsułyśmy Zgodzie trochę krwi - podsumowała Dorota Krzymińska.
Wyraźna przewaga rudzianek zarysowała się już w pierwszym kwadransie, gdy to zawodniczki z Olkusza kilkakrotnie grały w osłabieniu. - Beniaminkowie tak najczęściej są traktowani przez sędziów. To nie pierwszy taki mecz z naszym udziałem. To jest żenujące, bo arbitrzy psują całe widowisko, a przecież wynik mógł być inny. Takie same sytuacje były po obu stronach, ale rudziankom arbitrzy nie gwizdali kar - powiedziała Dorota Krzymińska, która po raz pierwszy w życiu w hali przy ulicy Sportowców w Rudzie Śląskiej-Bielszowicach zagrała jako przyjezdna. - Sentyment do Zgody zawsze pozostanie, spędziłam w tym klubie 19 lat - dodała bramkarka SPR-u, która wespół z Aleksandrą Gierą i Anną Brachmańską tworzy - rudzką kolonię - w Olkuszu.
Nieliczni kibice SPR- u, którzy przyjechali na mecz, ożywili się jedynie na chwilę na początku drugiej połowy. Wtedy to przewaga Zgody stopniała do dwóch bramek. - Grałyśmy nierówno, falami. Raz dobrze, potem znowu słabiej. Ważna jest jednak wygrana. Zwycięzców się nie sądzi - powtórzyła starą prawdę Agata Cebula, która zdobyła osiem bramek. Wszystkie z rzutów karnych. - Po prostu wyszło - oceniła swoją skuteczność po stałych fragmentach gry była zawodniczka Sośnicy Gliwice.
- Walczymy o utrzymanie, rudzianki natomiast mają całkiem inny cel. Cieszy więc sam fakt, że napsułyśmy Zgodzie trochę krwi - podsumowała Dorota Krzymińska.
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych