Zgoda - Koszalin 18-26
04.02.2009
Dla rudzianek konfrontacja z Politechniką był piątym kolejnym spotkaniem w przeciągu dwóch tygodni. Zmęczenie dało się zauważyć już od pierwszej minuty. Gospodynie nie grały tak dynamicznie i nie próbowały zaskakiwać rywalek, jak to miało miejsce w poprzednich meczach. - Owszem, zmęczenie daje się nam już chyba we znaki - Anna Pawlik nie ukrywała, że rudziankom to spotkanie nie wyszło.
Paradoksalnie jednak, to głównie dzięki tej doświadczonej zawodniczce w pierwszej połowie obie drużyny toczyły wyrównany bój. Popularny "Paweł" sześciokrotnie trafiał do siatki "akademiczek" i przez większą część tej odsłony na parkiecie utrzymywał się wynik remisowy. Dopiero w samej końcówce goście odskoczyły na trzy bramki, obejmując po raz pierwszy w tym meczu tak wysokie prowadzenie.
Jak się później okazało, koszalinianki nie oddały go do końca spotkania. Bo choć na początku drugiej odsłony przez moment grały nawet w podwójnym osłabieniu, to Zgoda nie potrafiła tego wykorzystać. Gospodynie miały nawet problem z oddawaniem przygotowanych rzutów. Jeśli takowe już były, zawodziła skuteczność. - Brakowało rzutów. Ponadto grałyśmy bez kontry. To się musiało odbić na wyniku - podkreślała zasmucona Anna Pawlik. "Akademiczki" powoli, acz systematycznie powiększały przewagę. W osiągnięciu celu próbowała im przeszkodzić jedynie Weronika Mieńko, jednak w pojedynkę ambitna bramkarka nie była w stanie zatrzymać rywalek.
- Byliśmy zdeterminowani, by liczyć się nadal w walce o Puchar Polski. W końcu bronimy tego trofeum i nie mogliśmy odpaść w ćwierćfinale. Poza tym to nie Zgoda zagrała tak słabo. Moja drużyna grała twardo, mocno i dlatego rywalki miały tak duże problemy z grą w ataku - powiedział po końcowej syrenie trener zwycięskiego teamu, Waldemar Szafulski.
Paradoksalnie jednak, to głównie dzięki tej doświadczonej zawodniczce w pierwszej połowie obie drużyny toczyły wyrównany bój. Popularny "Paweł" sześciokrotnie trafiał do siatki "akademiczek" i przez większą część tej odsłony na parkiecie utrzymywał się wynik remisowy. Dopiero w samej końcówce goście odskoczyły na trzy bramki, obejmując po raz pierwszy w tym meczu tak wysokie prowadzenie.
Jak się później okazało, koszalinianki nie oddały go do końca spotkania. Bo choć na początku drugiej odsłony przez moment grały nawet w podwójnym osłabieniu, to Zgoda nie potrafiła tego wykorzystać. Gospodynie miały nawet problem z oddawaniem przygotowanych rzutów. Jeśli takowe już były, zawodziła skuteczność. - Brakowało rzutów. Ponadto grałyśmy bez kontry. To się musiało odbić na wyniku - podkreślała zasmucona Anna Pawlik. "Akademiczki" powoli, acz systematycznie powiększały przewagę. W osiągnięciu celu próbowała im przeszkodzić jedynie Weronika Mieńko, jednak w pojedynkę ambitna bramkarka nie była w stanie zatrzymać rywalek.
- Byliśmy zdeterminowani, by liczyć się nadal w walce o Puchar Polski. W końcu bronimy tego trofeum i nie mogliśmy odpaść w ćwierćfinale. Poza tym to nie Zgoda zagrała tak słabo. Moja drużyna grała twardo, mocno i dlatego rywalki miały tak duże problemy z grą w ataku - powiedział po końcowej syrenie trener zwycięskiego teamu, Waldemar Szafulski.
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych