Zgoda - AZS Koszalin 29-32. Grały dobrze tylko wtedy, gdy rywalki... spały
17.01.2010
We wczorajszym spotkaniu ligowym przez długi czas wydawało się, że to akademiczki z Koszalina zwyciężą. - To był dziwny pojedynek. Prowadziliśmy pięcioma bramkami, mecz się nam układał, a ostatecznie po walce wygrała Zgoda - wspominał pierwszą część rywalizacji "Zgoda-Politechnika" trener gości, Roman Jezierski.
Niedzielny mecz miał natomiast zgoła odmienny obraz. To gospodynie, mimo że na parkiet nie wybiegły w optymalnym składzie, prezentowały się lepiej. Zwłaszcza w końcówce pierwszej połowy, kiedy to z dwóch bramek przewagi w ciągu kilkudziesięciu sekund zrobiła się pokaźna zaliczka. - Zawodniczki w pierwszej odsłonie zaprezentowały się naprawdę dobrze. Trzeba je pochwalić za grę. Z każdym dniem będą wnosić coraz więcej do zespołu - mówił z uznaniem Dariusz Olszewski, który w niedzielnym meczu nie mógł skorzystać z czterech podstawowych kontuzjowanych zawodniczek.
Jego vis a vis słabszą grę swoich dziewczyn w pierwszej odsłonie tłumaczył wczesną porą rozgrywania spotkania. - Może fakt, że mecz rozpoczął się o godzinie 11 tak na nie wpłynął. Rzadko kiedy gramy o takiej porze - uśmiechał się Roman Jezierski.
Argumentacja trenera gości może zaskakiwać, radzimy jednak z nią nie polemizować. Wraz z upływem kolejnych minut koszalinianki na parkiecie w Rudzie Śląskiej - Bielszowicach radziły sobie bowiem coraz lepiej. Przewaga gospodyń zaczęła stopniowo maleć i na kwadrans przed końcem spotkania energicznie zaczęła się rozgrzewać przy ławce rezerwowych Weronika Mieńko. Zmiana w bramce Zgody na niewiele się jednak zdała, bo gospodynie zawodziły również pod "świątynią" Anny Morawiec. - Dziewczynom zabrakło armat, sił. Nie wytrzymały tego spotkania - tłumaczył swoje zawodniczki Dariusz Olszewski.
- Na szczęście moje zawodniczki w drugiej połowie już się przebudziły - Romana Jezierskiego nie opuszczał po końcowej syrenie dobry humor.
Rudzianki mimo porażki nie rozpaczały. Na zwycięzcę niedzielnego spotkania w półfinale czeka już bowiem mistrz Polski z Lublina. - Może w świadomości dziewczyn gdzieś tkwiła ta myśl, z kim ewentualnie zagrają w następnej rundzie. Ale na pewno dały z siebie wszystko - przekonywał Dariusz Olszewski. - Piknik na trybunach i na parkiecie - mówili natomiast co bardziej zawiedzeni kibice.
Niedzielny mecz miał natomiast zgoła odmienny obraz. To gospodynie, mimo że na parkiet nie wybiegły w optymalnym składzie, prezentowały się lepiej. Zwłaszcza w końcówce pierwszej połowy, kiedy to z dwóch bramek przewagi w ciągu kilkudziesięciu sekund zrobiła się pokaźna zaliczka. - Zawodniczki w pierwszej odsłonie zaprezentowały się naprawdę dobrze. Trzeba je pochwalić za grę. Z każdym dniem będą wnosić coraz więcej do zespołu - mówił z uznaniem Dariusz Olszewski, który w niedzielnym meczu nie mógł skorzystać z czterech podstawowych kontuzjowanych zawodniczek.
Jego vis a vis słabszą grę swoich dziewczyn w pierwszej odsłonie tłumaczył wczesną porą rozgrywania spotkania. - Może fakt, że mecz rozpoczął się o godzinie 11 tak na nie wpłynął. Rzadko kiedy gramy o takiej porze - uśmiechał się Roman Jezierski.
Argumentacja trenera gości może zaskakiwać, radzimy jednak z nią nie polemizować. Wraz z upływem kolejnych minut koszalinianki na parkiecie w Rudzie Śląskiej - Bielszowicach radziły sobie bowiem coraz lepiej. Przewaga gospodyń zaczęła stopniowo maleć i na kwadrans przed końcem spotkania energicznie zaczęła się rozgrzewać przy ławce rezerwowych Weronika Mieńko. Zmiana w bramce Zgody na niewiele się jednak zdała, bo gospodynie zawodziły również pod "świątynią" Anny Morawiec. - Dziewczynom zabrakło armat, sił. Nie wytrzymały tego spotkania - tłumaczył swoje zawodniczki Dariusz Olszewski.
- Na szczęście moje zawodniczki w drugiej połowie już się przebudziły - Romana Jezierskiego nie opuszczał po końcowej syrenie dobry humor.
Rudzianki mimo porażki nie rozpaczały. Na zwycięzcę niedzielnego spotkania w półfinale czeka już bowiem mistrz Polski z Lublina. - Może w świadomości dziewczyn gdzieś tkwiła ta myśl, z kim ewentualnie zagrają w następnej rundzie. Ale na pewno dały z siebie wszystko - przekonywał Dariusz Olszewski. - Piknik na trybunach i na parkiecie - mówili natomiast co bardziej zawiedzeni kibice.
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych