NMC Powen wygrał po zaciętym spotkaniu ze Śląskiem Wrocław i tym samym odniósł pierwsze zwycięstwo. Dwóch punktów mogłoby jednak nie być, gdyby nie bardzo dobra postawa golkiperów.
Zabrzańscy bramkarze stanęli na wysokości zadania
19.10.2009
Zarówno Cezary Winkler, jak i Sebastian Kicki byli tego dnia w bardzo dobrej dyspozycji. Spotkanie w wyjściowym składzie rozpoczął ten pierwszy i w samej tylko pierwszej połowie obronił siedem strzałów. Po przerwie było jeszcze lepiej, a po jednej z jego interwencji piłka utknęła w... konstrukcji sufitu. W tej sytuacji wydawało się, że doświadczony bramkarz rozegra pełne 60 minut. Tak się jednak stać nie mogło, gdyż arbiter postanowił ukarać go dwuminutową karą. - Darek Mogielnicki zajął dobrą postawę w obronie, a zawodnik gości po prostu na niego wpadł. Sędzia posłał go na ławkę. Ja w tym momencie zapytałem na czym polegało przewinienie i po chwili również musiałem udać się w to miejsce - wyjaśniał człowiek, który jako jeden z nielicznych pamięta ostatni pobyt NMC Powen w ekstraklasie.
Ta sytuacja spowodowała, że na parkiecie musiał się zameldować Sebastian Kicki. - Jego pierwsze trzy interwencje nie były udane, ale później bronił już jak w transie. Szybko rozpracował rywala i nie pozwalał gościom na zdobywanie łatwych bramek - wyjaśnia Winkler. A trzeba przyznać, że zawodnicy Śląska atakowali z furią, czując że przynajmniej jeden punkt jest w ich zasięgu. Drugi bramkarz NMC Powenu okazał się także bohaterem ostatniej akcji. Wrocławianom brakowało jednego gola do remisu i byli w posiadaniu piłki. Akcja potoczyła się tak, że gdy na tablicy świetlnej pozostawała zaledwie jedna sekunda goście musieli wykonać rzut wolny. Piłka minęła już mur, ale wówczas Kicki wspaniałą interwencją przeniósł ją nad poprzeczką i utonął w ramionach szczęśliwych kolegów.
- Ja mam już 40 lat i nie mogę grać całego spotkania, ale po to jest nas tutaj dwóch, byśmy sobie pomagali. Sebastian stanął na wysokości zadania, także nie było potrzeby bym za wszelką cenę wracał do bramki - podkreślał uśmiechnięty Winkler. A radości kolegów z trybun przyglądał się ten trzeci, Bartłomiej Pawlak, który także rywalizuje o miejsce w bramce.
Ta sytuacja spowodowała, że na parkiecie musiał się zameldować Sebastian Kicki. - Jego pierwsze trzy interwencje nie były udane, ale później bronił już jak w transie. Szybko rozpracował rywala i nie pozwalał gościom na zdobywanie łatwych bramek - wyjaśnia Winkler. A trzeba przyznać, że zawodnicy Śląska atakowali z furią, czując że przynajmniej jeden punkt jest w ich zasięgu. Drugi bramkarz NMC Powenu okazał się także bohaterem ostatniej akcji. Wrocławianom brakowało jednego gola do remisu i byli w posiadaniu piłki. Akcja potoczyła się tak, że gdy na tablicy świetlnej pozostawała zaledwie jedna sekunda goście musieli wykonać rzut wolny. Piłka minęła już mur, ale wówczas Kicki wspaniałą interwencją przeniósł ją nad poprzeczką i utonął w ramionach szczęśliwych kolegów.
- Ja mam już 40 lat i nie mogę grać całego spotkania, ale po to jest nas tutaj dwóch, byśmy sobie pomagali. Sebastian stanął na wysokości zadania, także nie było potrzeby bym za wszelką cenę wracał do bramki - podkreślał uśmiechnięty Winkler. A radości kolegów z trybun przyglądał się ten trzeci, Bartłomiej Pawlak, który także rywalizuje o miejsce w bramce.
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych