Zabrzanie z nożem na gardle
28.09.2009
Zabrzanie przegrali po raz czwarty w tym sezonie i nadal ich dorobek punktowy wynosi zero. - Nie ma się co oszukiwać i opowiadać, że graliśmy w tym okresie z mistrzem i wicemistrzem Polski, bo były również mecze z drużynami, które są typowane do spadku - ze smutkiem mówi Michał Szolc, grający menedżer NMC Powen. - Jeśli myślimy na poważnie o utrzymaniu, to takie potyczki musimy wygrywać. Tych punktów z pewnością będzie nam brakować - dodaje.
Sytuacja staje się więc coraz mniej komfortowa. Poza nimi już tylko Śląsk Wrocław pozostaje bez punktu. Tymczasem o jakąkolwiek zdobycz w dwóch najbliższych meczach będzie bardzo ciężko. NMC Powen czekają dwa wyjazdowe spotkania. Najpierw podopiecznych Roberta Nowakowskiego czeka podróż do Puław, a następnie do Lubina. - Na pewno nie można nas jeszcze grzebać, bo to dopiero była czwarta kolejka, ale musimy się wziąć za siebie i w tych momentach kiedy prezentujemy dobrą grę, powinniśmy zachować zimną krew, bo tylko to pozwoli nam odnosić zwycięstwa w lidze - tłumaczy Szolc.
W Zabrzu, po porażce z Nielbą, zdawano sobie sprawę, że mecz z AZS-em AWFiS-em Gdańsk należy bezwzględnie wygrać. I choć początek nie był obiecujący, to jednak szczypiorniści NMC Powen zdołali wyrównać losy pojedynku i minimalnie wysforować się do przodu. - Gdy prowadzimy choćby jedną bramką, to nie możemy się rozprężać. Powinniśmy dorzucić kolejne gole i dobić rywala - twierdzi grający menedżer zespołu. Przyczyn porażki należy się także doszukiwać w postawie gospodarzy w ofensywie. - Za bardzo chaotycznie gramy w ataku. Musimy poukładać nasze kontrataki i atak pośredni. To powinno być naszą bronią, a dotychczas panuje w tym elemencie spory bałagan - kręci głową najskuteczniejszy w sobotę Michał Chodara, skrzydłowy beniaminka ekstraklasy.
Gdy dołożymy do tego słabą skuteczność, otrzymujemy odpowiedź, dlaczego młodzi zawodnicy z Gdańska potrafili wywieźć z Zabrza komplet punktów. - Nie trafiamy prostych rzutów. I czy to pierwsza, czy ostatnia minuta spotkania, to wygląda to tak samo. Nie kończymy kontr, sytuacji sam na sam. To dotyczy w zasadzie całego zespołu, bo w zasadzie w każdym meczu można by mieć pretensje o niewykorzystywanie sytuacji do różnych osób - kończy Szolc.
Choć w zespole panuje spory smutek, to jednak nikt w zespole nie dopuszcza myśli, by cel, jaki został postawiony przed drużyną, mógłby zostać nieosiągnięty. - Łatwo nie będzie. Ale kiedyś, gdy grałem jeszcze w Olimpii, to był taki sezon, gdy po pierwszej rundzie rozgrywek mieliśmy tylko dwa punkty. Nasza rewelacyjne postawa w drugiej części sezonu pozwoliła nam jednak zapewnić sobie utrzymanie - nie traci nadziei Mariusz Kempys, rozgrywający zabrzan.
Sytuacja staje się więc coraz mniej komfortowa. Poza nimi już tylko Śląsk Wrocław pozostaje bez punktu. Tymczasem o jakąkolwiek zdobycz w dwóch najbliższych meczach będzie bardzo ciężko. NMC Powen czekają dwa wyjazdowe spotkania. Najpierw podopiecznych Roberta Nowakowskiego czeka podróż do Puław, a następnie do Lubina. - Na pewno nie można nas jeszcze grzebać, bo to dopiero była czwarta kolejka, ale musimy się wziąć za siebie i w tych momentach kiedy prezentujemy dobrą grę, powinniśmy zachować zimną krew, bo tylko to pozwoli nam odnosić zwycięstwa w lidze - tłumaczy Szolc.
W Zabrzu, po porażce z Nielbą, zdawano sobie sprawę, że mecz z AZS-em AWFiS-em Gdańsk należy bezwzględnie wygrać. I choć początek nie był obiecujący, to jednak szczypiorniści NMC Powen zdołali wyrównać losy pojedynku i minimalnie wysforować się do przodu. - Gdy prowadzimy choćby jedną bramką, to nie możemy się rozprężać. Powinniśmy dorzucić kolejne gole i dobić rywala - twierdzi grający menedżer zespołu. Przyczyn porażki należy się także doszukiwać w postawie gospodarzy w ofensywie. - Za bardzo chaotycznie gramy w ataku. Musimy poukładać nasze kontrataki i atak pośredni. To powinno być naszą bronią, a dotychczas panuje w tym elemencie spory bałagan - kręci głową najskuteczniejszy w sobotę Michał Chodara, skrzydłowy beniaminka ekstraklasy.
Gdy dołożymy do tego słabą skuteczność, otrzymujemy odpowiedź, dlaczego młodzi zawodnicy z Gdańska potrafili wywieźć z Zabrza komplet punktów. - Nie trafiamy prostych rzutów. I czy to pierwsza, czy ostatnia minuta spotkania, to wygląda to tak samo. Nie kończymy kontr, sytuacji sam na sam. To dotyczy w zasadzie całego zespołu, bo w zasadzie w każdym meczu można by mieć pretensje o niewykorzystywanie sytuacji do różnych osób - kończy Szolc.
Choć w zespole panuje spory smutek, to jednak nikt w zespole nie dopuszcza myśli, by cel, jaki został postawiony przed drużyną, mógłby zostać nieosiągnięty. - Łatwo nie będzie. Ale kiedyś, gdy grałem jeszcze w Olimpii, to był taki sezon, gdy po pierwszej rundzie rozgrywek mieliśmy tylko dwa punkty. Nasza rewelacyjne postawa w drugiej części sezonu pozwoliła nam jednak zapewnić sobie utrzymanie - nie traci nadziei Mariusz Kempys, rozgrywający zabrzan.
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych