Zabrzanie nie posłuchali trenera. Grają jeszcze za wolno w ataku?

21.10.2009
Piłkarze ręczni NMC Powen zagrali w końcu z dobrą skutecznością w ataku. Co więcej, w pewnych fragmentach spotkania musieli sobie radzić albo w czwórkę, albo z wyłączeniem Michała Szolca.
Dotychczasowe porażki NMC Powen wynikały m.in. ze słabej skuteczności w ataku. Ta w spotkaniu ze Śląskiem uległa znacznej poprawie i od razu dało to efekt w postaci dwóch punktów. Łukasz Kulak i Michał Szolc nie tylko zdobyli po osiem bramek, ale także rzadko kiedy się mylili. - To jednak nie wygląda jeszcze tak jak powinno w ekstraklasie. Gramy za wolno, piłka musi szybciej chodzić i nadal będę starał się to egzekwować - zapewnia Robert Nowakowski, szkoleniowiec zabrzan.

W pewnym fragmencie spotkania przeciwnicy postanowili wyłączyć z ataku Michała Szolca, który otrzymał indywidualne krycie. - Wtedy ciężar gry muszą wziąć na siebie Mariusz Kempys i Łukasz Kulak. Obaj potrafią przecież grać jeden na jeden - wyjaśnia trener beniaminka.

Zabrzanie przeszli jeszcze jeden test w trakcie potyczki z wrocławianami. Aż dwukrotnie musieli zmagać się z defensywą rywala, mając do dyspozycji zaledwie czterech zawodników w polu. - W takich momentach aż się prosi o niesygnalizowany rzut z biodra. Niestety, przez cały mecz nie było ani jednej takiej próby. A zwracałem na to szczególną uwagę w szatni - złości się Nowakowski. - Będzie jeszcze to wszystko analizować na wideo - dodaje. W czasie podwójnego osłabienia jako jedyny do siatki w obozie NMC Powen trafił Kempys.
autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również