Wirus grypy nie straszny Ślązakom. Zabrzanie jadą do Puław

02.10.2009
- Przed nami ciężkie zadanie. Tym bardziej, że rywal ma na koncie dwa zwycięstwa - zaznacza Łukasz Kandora, gracz NMC Powen przed meczem z Azotami Puławy... swoim byłym klubem.
Po czterech kolejkach ekstraklasy zabrzanie są "czerwoną latarnią". Mimo, że jak równy z równym mierzyli się z potentatami rodzimej ligi - Vive Targi Kielce i Wisłą Płock - punktów nie udało im się zdobyć również w konfrontacjach na własnym parkiecie z teoretycznie słabszą Nielbą Wągrowiec i ekipą AZS AWFiS Gdańsk. - Oba "domowe" mecze przegraliśmy na własne życzenie. Zaważył brak skuteczności. Szczególnie z ostatnich 10. minutach trwoniliśmy wypracowaną wcześniej przewagę - kręci głową Łukasz Kandora, obrotowy NMC Powen.

26-latek dobrze zna realia gry w Puławach, gdyż jeszcze w ubiegłym sezonie reprezentował barwy Azotów. - Pamiętam stamtąd kilku szczypiornistów i wiem czego można się po nich spodziewać. "Bankiem informacji" dla kolegów jednak nie będę. Trener Robert Nowakowski - który dłużej występował w tej drużynie - ma większe pojęcie o przeciwniku - wskazuje Kandora. - Przed nami bardzo ciężkie zadanie. Tym bardziej, że rywal ma już na koncie dwa zwycięstwa. Wierzę jednak w nasze umiejętności i liczę na przywiezienie pierwszych punktów - dodaje.

Przed niedzielnym pojedynkiem Ślązaków dopadł wirus grypy. - Ale mimo lekkich przeziębień niektórych graczy, wszyscy powinni być do dyspozycji szkoleniowca - tłumaczy Łukasz Kandora.
autor: Krzysztof Dębowski

Przeczytaj również