"W naszej hali brakuje dwóch ludzi, którzy poprowadziliby doping"

16.01.2010
NMC Powen ma za sobą całkiem udany rok. - W Zabrzu należał on do piłki ręcznej - wskazuje Dariusz Mogielnicki. Wraz z sukcesami, szczypiorniści mogą liczyć na coraz liczniejszą publikę.
Awans do ekstraklasy, w niej seria porażek i wreszcie pierwsze wygrane. Sympatycy zabrzańskiego handballu w 2009 roku przeżywali huśtawkę nastrojów. Ale i tak halę przy Wolności odwiedzali regularnie.

- Widać zdecydowany progres. Na mecze przychodzi coraz więcej osób. Moim zdaniem, brakuje jeszcze grupy młodych ludzi, którzy poprowadziliby doping, zainspirowali pozostałych widzów. Tych 500 kibiców, którzy są na trybunach, potrzebuje dwóch, trzech przewodników. Wówczas ta hala mogłaby tętnić życiem. Podczas pojedynków są wspaniałe momenty, ale są też chwile ciszy, która aż przeraża - ocenia Mogielnicki.

Co ważne, zabrzański obiekt miał stałą widownię. A podczas pojedynków z najlepszymi (Vive Targi Kielce) wręcz pękał w szwach. Z tym ostatnim przeciwnikiem obrotowemu NMC Powen kojarzy się jeszcze jedno. Mecz z kielczanami uważa on za jeden z większych sukcesów w trakcie sezonu.

- Pojedynek ten nie skończył się naszą wygraną czy rewelacyjnym wynikiem. Pomimo to, spotkanie było takim małym sukcesem - twierdzi obrotowy beniaminka. Zapytany o najlepsze momenty w minionym roku, wymienił jeszcze tylko mecz w Łodzi, po którym cieszył się z awansu do ekstraklasy.
źródło: Handball Zabrze/SportSlaski.pl

Przeczytaj również