Vive - NMC Powen 45-27. Wytrzymali tempo tylko w pierwszej połowie
12.03.2013
Spotkanie było rozgrywane wcześniej niż pozostałe mecze kolejki, bowiem w weekend zawodników Vive czeka rywalizacja w Lidze Mistrzów. To pozwalało na zastanawianie się czy lider SuperLigi nie potraktuje meczu z zabrzanami ulgowo. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Gospodarze wyszli na parkiet w bardzo mocnym składzie i nie odpuszczali rywalom.
Pierwsza część gry była pokazem dość radosnej gry obronnej z obu stron. Zabrzanom dobrze wychodziły kontrataki, które skutecznie wykańczał Łukasz Kandora, jednak słabiej wyglądało rozegranie akcji w ataku pozycyjnym. Z kolei kielczanie pod bramką spisywali się całkiem nieźle, choć gdyby byli skuteczniejsi, prowadziliby jeszcze wyżej, ale w defensywie grali dość niefrasobliwie. - Co, my tylko w ataku gramy? - pytał swoich zawodników podirytowany Bogdan Wenta w czasie przerwy przy stanie 16-15 dla jego drużyny.
Choć gospodarze na początku wypracowali sobie kilka punktów przewagi, to potem stopniowo goście zaczęli straty odrabiać. - U nich w ataku wszystko kończy się na "Józku" - zwracał uwagę Wenta. Faktycznie, zabrzanie próbowali, próbowali, a potem zawsze oddawali piłkę Mariuszowi Jurasikowi. Dobrze spisywał się w bramce Kazimierz Kotliński, a karne świetnie bronił Artur Banisz. Tuż przed przerwą zawodnicy Cezarego Winklera mogli doprowadzić do wyrównania, jednak sytuację zmarnował Patryk Kuchczyński. A Vive wykorzystało niechlujstwo zabrzan w obronie i na przerwę schodziło z czterema punktami przewagi.
Kto miał nadzieję na sensację, ten szybko musiał się rozczarować. Zawodnicy z Kielc szybko "odjechali" naszym szczypiornistom. Ostatecznie w drugiej połowie NMC Powen nie wytrzymało tempa lidera. Gospodarze rzucili 25 punktów przy ledwie 11 zabrzan. Przy dwóch tak nierównych częściach gry, nie sposób przywieźć z boiska Vive jakichkolwiek punktów...
Pierwsza część gry była pokazem dość radosnej gry obronnej z obu stron. Zabrzanom dobrze wychodziły kontrataki, które skutecznie wykańczał Łukasz Kandora, jednak słabiej wyglądało rozegranie akcji w ataku pozycyjnym. Z kolei kielczanie pod bramką spisywali się całkiem nieźle, choć gdyby byli skuteczniejsi, prowadziliby jeszcze wyżej, ale w defensywie grali dość niefrasobliwie. - Co, my tylko w ataku gramy? - pytał swoich zawodników podirytowany Bogdan Wenta w czasie przerwy przy stanie 16-15 dla jego drużyny.
Choć gospodarze na początku wypracowali sobie kilka punktów przewagi, to potem stopniowo goście zaczęli straty odrabiać. - U nich w ataku wszystko kończy się na "Józku" - zwracał uwagę Wenta. Faktycznie, zabrzanie próbowali, próbowali, a potem zawsze oddawali piłkę Mariuszowi Jurasikowi. Dobrze spisywał się w bramce Kazimierz Kotliński, a karne świetnie bronił Artur Banisz. Tuż przed przerwą zawodnicy Cezarego Winklera mogli doprowadzić do wyrównania, jednak sytuację zmarnował Patryk Kuchczyński. A Vive wykorzystało niechlujstwo zabrzan w obronie i na przerwę schodziło z czterema punktami przewagi.
Kto miał nadzieję na sensację, ten szybko musiał się rozczarować. Zawodnicy z Kielc szybko "odjechali" naszym szczypiornistom. Ostatecznie w drugiej połowie NMC Powen nie wytrzymało tempa lidera. Gospodarze rzucili 25 punktów przy ledwie 11 zabrzan. Przy dwóch tak nierównych częściach gry, nie sposób przywieźć z boiska Vive jakichkolwiek punktów...
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych