Trener zabrzan: Nasza bolączka? Zbyt często gramy atakiem "z kozła"

21.02.2010
- Michał Szolc jest eksploatowany ponad siły. Urazy graczy zmuszają nas do tego, bo pole manewru jest znikome - mówi Robert Nowakowski, trener NMC Powen, który w środę uległ kwidzynianom.
W rozegranym awansem pojedynku NMC Powen z MMTS-em Kwidzyn, gospodarze przez niemal cały mecz skupieni byli wyłącznie na pogoni za trzecim zespołem ekstraklasy. I niewiele brakowało, aby swój cel osiągnęli. Zmarnowali jednak trzy rzuty karne i nie potrafili zatrzymać kontrataków przeciwnika. - Ponadto naszą bolączką było to, że zbyt często graliśmy atakiem "z kozła". Niepotrzebnie próbowaliśmy podskakiwać i w taki sposób zaskakiwać bramkarza rywali. Tak nie da się grać w piłkę ręczną - wskazuje Robert Nowakowski, trener zabrzan. Atak pozycyjny - tym bardziej w liczebnej przewadze - należy rozgrywać o wiele szybciej - podkreśla.

Przeczytaj relację z meczu NMC Powen - MMTS Kwidzyn 24-30 >

Trudno jednak wymagać cudów, gdy prawie na każdym treningu dochodzi do kolejnych kontuzji jego podopiecznych. - Oprócz tych graczy, których nie mogłem wystawić przeciwko MMTS-owi (Dawid Chrapusta, Aleksander Kryszeń, Łukasz Kulak, Tomasz Rybarczyk, Krzysztof Wojtynek i Dawid Rybarczyk - dop. red.), doszedł jeszcze Marceli Migała, który na ostatnich zajęciach naciągnął mięsień pachwiny. Palca u prawej ręki wybił Łukasz Kandora, a Michał Szolc - który grał z opatrunkiem na dłoni -  jest eksploatowany ponad siły. Urazy szczypiornistów zmuszają nas do tego, bo pole manewru jest znikome - rozkłada ręce szkoleniowiec beniaminka.
autor: Krzysztof Dębowski

Przeczytaj również