- Takie są realia na Górnym Śląsku - wzdycha trener NMC Powen
01.12.2009
Zabrzanie bazują na zawodnikach głównie z Górnego Śląska i niewiele jest "obcych" akcentów. Z kolei Wisła Płock, chcąc skutecznie powalczyć o tytuł mistrza Polski, zakontraktowała przez sezonem prawdziwą armię zaciężną, w której znajdują się tak uznani zawodnicy jak Morten Seier, Alexey Peskov, Vegard Samdahl, Lars Moller Madsen czy wreszcie reprezentanci Polski: Marcin Wichary, Rafał Kuptel czy Arkadiusz Miszka. I choć znaczne grono wyżej wymienionych piłkarzy ręcznych nie zagrało z NMC Powen z powodu kontuzji, to wcale nie oznaczało to, że podopieczni Roberta Nowakowskiego nie musieli czuć respektu przed rywalem.
Mimo to, zawodnicy beniaminka ekstraklasy dzielnie stawiali opór utytułowanym rywalom w pierwszej połowie. - Gdyby nie szwankowało wyjście do kontry, to osiągnęlibyśmy zdecydowanie lepszy rezultat. A może i zdobyli jakiś punkt, bo mój zespół zagrał naprawdę dobry mecz - podkreśla trener zabrzan. - Inna sprawa, że pewnie i lepiej byśmy wykorzystywali szanse, które sobie stworzyliśmy, gdybyśmy mieli za sobą większą ilość jednostek treningowych.
Czemu jednak szczypiorniści NMC Powen trenują rzadziej? - Bo nie jesteśmy w pełni zawodowym klubem, tak jak Wisła Płock czy Vive Kielce. Tam zawodnicy mogą się skupić tylko na sporcie. Nie muszą chodzić do pracy, jak to ma miejsce u nas - wyjaśnia Nowakowski. - Takie są jednak realia piłki ręcznej na Górnym Śląsku - zaznacza.
Choćby z powodu obowiązków zawodowych zabrzanie na najbliższy mecz do Wągrowca, który odbędzie się w środę, udadzą się dopiero w dniu spotkania. - Nie sprzyja to oczywiście dobremu przygotowaniu do potyczki, bo powinniśmy tam pojechać we wtorek - tłumaczy szkoleniowiec. - A najgorsze w tym wszystkim jest to, że wrócimy w czwartek nad ranem i zawodnicy oczywiście pójdą do pracy. Gdzie miejsce na wypoczynek? - pyta ze smutkiem Nowakowski. A w niedzielę kolejne starcie w lidze, gdzie tym razem rywalem będzie jeszcze większa plejada gwiazd, mistrz Polski - Vive Kielce.
Mimo to, zawodnicy beniaminka ekstraklasy dzielnie stawiali opór utytułowanym rywalom w pierwszej połowie. - Gdyby nie szwankowało wyjście do kontry, to osiągnęlibyśmy zdecydowanie lepszy rezultat. A może i zdobyli jakiś punkt, bo mój zespół zagrał naprawdę dobry mecz - podkreśla trener zabrzan. - Inna sprawa, że pewnie i lepiej byśmy wykorzystywali szanse, które sobie stworzyliśmy, gdybyśmy mieli za sobą większą ilość jednostek treningowych.
Czemu jednak szczypiorniści NMC Powen trenują rzadziej? - Bo nie jesteśmy w pełni zawodowym klubem, tak jak Wisła Płock czy Vive Kielce. Tam zawodnicy mogą się skupić tylko na sporcie. Nie muszą chodzić do pracy, jak to ma miejsce u nas - wyjaśnia Nowakowski. - Takie są jednak realia piłki ręcznej na Górnym Śląsku - zaznacza.
Choćby z powodu obowiązków zawodowych zabrzanie na najbliższy mecz do Wągrowca, który odbędzie się w środę, udadzą się dopiero w dniu spotkania. - Nie sprzyja to oczywiście dobremu przygotowaniu do potyczki, bo powinniśmy tam pojechać we wtorek - tłumaczy szkoleniowiec. - A najgorsze w tym wszystkim jest to, że wrócimy w czwartek nad ranem i zawodnicy oczywiście pójdą do pracy. Gdzie miejsce na wypoczynek? - pyta ze smutkiem Nowakowski. A w niedzielę kolejne starcie w lidze, gdzie tym razem rywalem będzie jeszcze większa plejada gwiazd, mistrz Polski - Vive Kielce.
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych