SPR Lublin - Zgoda 27-19. "Dziouchy ze Śląska zawsze mi się podobały"
11.11.2009
To był mecz firmowany hasłem: na szczycie tabeli. SPR, jako mistrz kraju, zgodnie z oczekiwaniami wygrywał w lidze wszystko, co się dało. Mało tego, lublinianki oprócz przodownictwa w ekstraklasie z powodzeniem występowały w europejskich pucharach (obecnie czeka ich pojedynek w IV rundzie Pucharu EHF, drugiego w hierarchii ważności). Słowem, ligowy potentat.
Nasz zespół? Przed sezonem zapowiadał walkę o utrzymanie. Trzecia pozycja (rudzianki, mimo porażki, obroniły ją) odbierana była w światku szczypiorniaka sensacyjnie. W Lublinie passa sześciu zwycięskich spotkań musiała być jednak przerwana. W wygraną trener Dariusz Olszewski nie wierzył nawet w trakcie przerwy. A na nią jego podopieczne schodziły prowadząc 10-9! - 25 lat pracuję w tym zawodzie. Wiedziałem, że się nie uda. Jestem realistą. To byłby przecież "kosmos"! - tłumaczył szkoleniowiec powody swojej małej wiary.
"Kosmosem" pachniało przez niemal 50 minut. Wówczas Mieńko instynktownie, wręcz przez ruch któregoś z palców u dłoni, obroniła dwie sytuacje "oko w oko". I... limit szczęścia się wyczerpał. Swoje zrobiły też zmiany przeprowadzone przez szkoleniowca gospodyń. Na skrzydłach szalały wprowadzone Włodek i Majerek. - Ja takich zawodniczek nie mam. Siedem kontrataków i było po nas. Podejrzewam, że gdyby nie one, wynik mógłby być inny - uśmiechnął się trener z Rudy Śląskiej, sugerując, że sensacja była mimo wszystko blisko.
Skończyło się przewagą ośmiu goli. Co oznaczało... koszmar dla rezerwowych szczypiornistek SPR-u. - Tak być nie może. Dziwi mnie podejście niektórych zawodniczek - wściekał się trener Grzegorz Gościński. Dał do zrozumienia, że drugi "garnitur" go zawiódł. - Powtórzyła się sytuacja ze spotkania z Olkuszem. Męczyliśmy się tak samo i dopiero wejście Włodek okazało się dla nas ratunkiem. Mam 14 dziewczyn na ławce, ale nie wszystkie się sprawdzają - złościł się dalej. I jeszcze w trakcie rozmowy z dziennikarzami rzucił do jednej ze swoich podopiecznych: - Nie bierzcie na razie kąpieli. Muszę na dwie minuty wejść do szatni i sobie porozmawiamy - irytował się Gościński. I pomyśleć, że to jego zawodniczki wygrały...
To zdarzenie pokazuje jednak, jak wielka różnica jest między najlepszym polskim zespołem a trzecią drużyną w tabeli, która mimo wysokiej porażki, ze spotkania może być zadowolona. Na pocieszenie zawodniczkom z Rudy Śląskiej pozostają jednak słowa trenera Gościńskiego. Zapytany o ocenę zespołu Zgody, bez zastanowienia odpowiedział: - Bardzo waleczny zespół. Dziouchy ze Śląska zawsze mi się podobały - uśmiechnął się. Ufajmy, że miał na myśli nie tylko wygląd...
Nasz zespół? Przed sezonem zapowiadał walkę o utrzymanie. Trzecia pozycja (rudzianki, mimo porażki, obroniły ją) odbierana była w światku szczypiorniaka sensacyjnie. W Lublinie passa sześciu zwycięskich spotkań musiała być jednak przerwana. W wygraną trener Dariusz Olszewski nie wierzył nawet w trakcie przerwy. A na nią jego podopieczne schodziły prowadząc 10-9! - 25 lat pracuję w tym zawodzie. Wiedziałem, że się nie uda. Jestem realistą. To byłby przecież "kosmos"! - tłumaczył szkoleniowiec powody swojej małej wiary.
"Kosmosem" pachniało przez niemal 50 minut. Wówczas Mieńko instynktownie, wręcz przez ruch któregoś z palców u dłoni, obroniła dwie sytuacje "oko w oko". I... limit szczęścia się wyczerpał. Swoje zrobiły też zmiany przeprowadzone przez szkoleniowca gospodyń. Na skrzydłach szalały wprowadzone Włodek i Majerek. - Ja takich zawodniczek nie mam. Siedem kontrataków i było po nas. Podejrzewam, że gdyby nie one, wynik mógłby być inny - uśmiechnął się trener z Rudy Śląskiej, sugerując, że sensacja była mimo wszystko blisko.
Skończyło się przewagą ośmiu goli. Co oznaczało... koszmar dla rezerwowych szczypiornistek SPR-u. - Tak być nie może. Dziwi mnie podejście niektórych zawodniczek - wściekał się trener Grzegorz Gościński. Dał do zrozumienia, że drugi "garnitur" go zawiódł. - Powtórzyła się sytuacja ze spotkania z Olkuszem. Męczyliśmy się tak samo i dopiero wejście Włodek okazało się dla nas ratunkiem. Mam 14 dziewczyn na ławce, ale nie wszystkie się sprawdzają - złościł się dalej. I jeszcze w trakcie rozmowy z dziennikarzami rzucił do jednej ze swoich podopiecznych: - Nie bierzcie na razie kąpieli. Muszę na dwie minuty wejść do szatni i sobie porozmawiamy - irytował się Gościński. I pomyśleć, że to jego zawodniczki wygrały...
To zdarzenie pokazuje jednak, jak wielka różnica jest między najlepszym polskim zespołem a trzecią drużyną w tabeli, która mimo wysokiej porażki, ze spotkania może być zadowolona. Na pocieszenie zawodniczkom z Rudy Śląskiej pozostają jednak słowa trenera Gościńskiego. Zapytany o ocenę zespołu Zgody, bez zastanowienia odpowiedział: - Bardzo waleczny zespół. Dziouchy ze Śląska zawsze mi się podobały - uśmiechnął się. Ufajmy, że miał na myśli nie tylko wygląd...
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych