Sośnica Gliwice schodzi z parkietu. Może wróci za rok?

07.09.2009
- Nie mamy środków finansowych na utrzymanie zespołu seniorek. Dotychczasowi sponsorzy się wycofali, a nowych nie widać - rozkłada ręce dyrektor klubu z Sośnicy, Jarosław Gokiert.
Dobroczyńcy Sośnicy nie przekazywali ogromnych sum, jednak pozwoliło to zasłużonemu klubowi trwać na I-ligowej mapie. W dobie kryzysu firmy zaczęły się wycofywać. Wobec braku zainteresowania sponsorów władze zespołu liczyły na pomoc miasta, jednak piłka ręczna okazuje się nie jest priorytetem w Gliwicach. - Otrzymujemy stypendia, dokładnie dziewięć, ale liczyliśmy że strategia Gliwic pójdzie dalej. Miasto chyba nie po to wykłada pieniądze na młodzież, by potem dziewczyny te reprezentowały inne ośrodki. Tam jakoś pieniądze znajdują się na ligę. Może mamy po prostu zbyt małą siłę przebicia? - zawiesza głos Jarosław Gokiert, który jest w klubie człowiekiem-orkiestrą.

Dodajmy jednak, że w zarządzie Sośnicy zasiadają jeszcze dwie osoby: prezes Waldemar Walasek i wiceprezes Włodzimierz Koczot. - Prezesa to za bardzo nie kojarzymy. Kiedyś to tylko powiedział, że na piłce ręcznej to za bardzo się nie zna - mówią nieoficjalnie zawodniczki. W tym wypadku mała siła przebicia niekoniecznie musi dziwić. - Obaj panowie pomagali, zwłaszcza przy procesie powstawania nowego klubu, rok temu, gdy byliśmy w ogromnych tarapatach. Obaj mają kontakty czy to w branży górniczej, czy w ratuszu, starają się, jednak to nie tak łatwo załatwić sponsora, gdy wszyscy wokół tłumaczą się kryzysem - wyjaśnia Jarosław Gokiert, który sprawuje piecze nad dwiema gliwickimi ekipami.

Prócz Sośnicy angażuje się jeszcze w Szkołę Mistrzostwa Sportowego. - W SMS-ie nie działam. Dorabiam tylko jako wychowawca, a na etacie jestem w Sośnicy. Zawodniczki czuły się zepchnięte na boczny tor, tak jakby ważniejszy był SMS? Dziewczyny mogły to tak odczuwać, ale Sośnica zarabiała na SMS-ie, między innymi na dzierżawie internatu - wyjawia dyrektor gliwickiego klubu.

Zawodniczki, jak i trener Anna Niewiadomska o tym, że klub nie przystąpi do rozgrywek dowiedziały się w piątek, jednak decyzje zapadły już wcześniej. - Dlaczego ukrywano przed nami ten fakt. Już w czwartek wszystko było wiadomo... - padają głosy pretensji ze strony szczypiornistek.

Dyrektor Jarosław Gokiert nie zgadza się z tym zarzutem. - Już w maju nie chciałem zgłaszać Sośnicy do rozgrywek ligowych. Ostatecznie po namowie szczypiornistek i po spotkaniach z władzami miasta postanowiliśmy powalczyć, jednak sytuacja nasza była trudna i nie było to tajemnicą. W miniony czwartek miałem spotkanie w ratuszu, po którym nie byłem w nastroju na rozmowę z dziewczynami.

Zdecydowałem, że pogadam z drużyną w piątek, może ktoś w tym czasie powiedział, że wróciłem z miasta z niczym - odpowiada Jarosław Gokiert, który ma nadzieje, że to nie koniec handballu na wysokim poziomie w Gliwicach. - Wierzę, że w przyszłym sezonie uda się nam rozpocząć rozgrywki juniorkami w II lidze. Nie poddałem się do końca, gdybym nie był przekonany że wrócimy, rzuciłbym to wszystko. Cały czas bije się z myślami, co mogłem zrobić lepiej. Ta decyzja to moja osobista porażka. Tylko ja wiem, jak się z tym czuje. Tym bardziej będę chciał by Sośnica wróciła - powiedział na koniec Gokiert.
autor: Tadeusz Danisz

Przeczytaj również