Sędziowie nie pozwolili mu fetować awansu do ekstraklasy
11.05.2009
Szolc, który występuje na pozycji rozgrywającego, jest najskuteczniejszym piłkarzem NMC Powenu. W spotkaniu w Łodzi, które zadecydowało o tym, że ekstraklasa po czterech latach przerwy ponownie zagości w Zabrzu, zawodnik zdobył aż 11 bramek. Swój wyczyn okupił jednak kontuzją palca. Uraz okazał się na tyle poważny, że występ grającego menedżera w meczu na szczycie I ligi, z zespołem ASPR Zawadzkie, stanął pod znakiem zapytania.
Ku uciesze miejscowych kibiców, Szolc pojawił się na przedmeczowej rozgrzewce. Później jednak zajął miejsce na ławce rezerwowych. Kiedy przewaga zabrzan była już na tyle duża, a do końca spotkania pozostawały trzy minuty, czołowy strzelec NMC Powenu ściągnął dres i zameldował się na parkiecie z obandażowanym palcem. Niedługo jednak mógł się nacieszyć pobytem na boisku. Już w drugiej akcji po jego wejściu został zmuszony do ratunkowej akcji w obronie.
Sytuacja jakich z pozoru w piłce ręcznej bez liku, była pretekstem dla słabo spisujących się w tym dniu arbitrów, do pokazania czerwonej kartki zawodnikowi. Ta decyzja została skwitowana przeraźliwymi gwizdami... również przez fanów gości. - Chciałem wybić piłkę, sędziowie dopatrzyli się jednak faulu umyślnego. Pewnie przy innym rezultacie nie dopuściłbym się tak ryzykownego zagrania - wyjaśniał po zakończeniu spotkania sam zainteresowany, unikając komentarza pracy rozjemców.
Ku uciesze miejscowych kibiców, Szolc pojawił się na przedmeczowej rozgrzewce. Później jednak zajął miejsce na ławce rezerwowych. Kiedy przewaga zabrzan była już na tyle duża, a do końca spotkania pozostawały trzy minuty, czołowy strzelec NMC Powenu ściągnął dres i zameldował się na parkiecie z obandażowanym palcem. Niedługo jednak mógł się nacieszyć pobytem na boisku. Już w drugiej akcji po jego wejściu został zmuszony do ratunkowej akcji w obronie.
Sytuacja jakich z pozoru w piłce ręcznej bez liku, była pretekstem dla słabo spisujących się w tym dniu arbitrów, do pokazania czerwonej kartki zawodnikowi. Ta decyzja została skwitowana przeraźliwymi gwizdami... również przez fanów gości. - Chciałem wybić piłkę, sędziowie dopatrzyli się jednak faulu umyślnego. Pewnie przy innym rezultacie nie dopuściłbym się tak ryzykownego zagrania - wyjaśniał po zakończeniu spotkania sam zainteresowany, unikając komentarza pracy rozjemców.
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych