Ryzyko się opłaciło! Trener NMC Powen "wykolegował" swój były klub
21.12.2009
Wygrana nad Azotami okraszona została tańcem na środku parkietu przez graczy z Zabrza. Trener NMC Powen z lekkim uśmiechem spoglądał na swoich podopiecznych, doskonale zdając sobie sprawę, że zarówno przed nim, jak i jego piłkarzami jeszcze sporo pracy. - Będziemy analizować to spotkanie pod kątem... błędów. Ostatnio było ich jednak znacznie więcej. Wreszcie pokazaliśmy się z dobrej strony - podkreśla Robert Nowakowski.
Wtóruje mu doświadczony Michał Szolc, który aż dziewięć razy zapisywał się w sędziowskim protokole w rubryce "strzelcy". - Mieliśmy dodatkowo kilka stuprocentowych sytuacji, które powinny być zamienione na gole. Zwłaszcza przy wyprowadzaniu kontrataków stać nas na jeszcze lepszą dyspozycję - wskazuje grający menedżer beniaminka.
Nie przez przypadek zabrzanie pokonali właśnie gości z Puław. Przypomnimy, że Nowakowski - jeszcze jako handballista - kończył w Azotach swoją zawodniczą karierę. - Dlatego też uczulałem obrońców na zagrywki rywala. Doskonale znam nawyki ich graczy. Wiedzieliśmy, który piłkarz kozłuje, a który decyduje się na podanie w kluczowym momencie akcji - tłumaczy trener.
Przeczytaj relację z meczu NMC Powen - Azoty Puławy 27-25 >
- W skali 1-6 stawiam naszej defensywie piątkę. W końcu agresywność do dziewiątego metra musiała zaprocentować. Nie chcieliśmy dać możliwości rozpędzenia się przeciwnikowi, który bił nas na łeb, na szyję warunkami fizycznymi - zaznacza opiekun NMC Powen. - Moi zawodnicy wiedzieli, że jest to pojedynek ostatniej szansy i wspięli się na wyżyny swoich umiejętności.
Szkoleniowiec Ślązaków zdradza, że jeszcze dzień przed meczem miał ból głowy, jeśli chodzi o obsadę bramki. - Do ostatniego momentu nie wiedziałem, na którego z golkiperów mam postawić. Zdecydowałem się na Sebastiana Kickiego, który jest szybszy od swoich konkurentów z drużyny. Z kolei Cezary Winkler broni "rutyną". Z pewnością wpuściłbym go na parkiet, gdyby "Kickowi" przydarzyły się błędy. Tak się jednak nie stało - dodaje Nowakowski.
Wtóruje mu doświadczony Michał Szolc, który aż dziewięć razy zapisywał się w sędziowskim protokole w rubryce "strzelcy". - Mieliśmy dodatkowo kilka stuprocentowych sytuacji, które powinny być zamienione na gole. Zwłaszcza przy wyprowadzaniu kontrataków stać nas na jeszcze lepszą dyspozycję - wskazuje grający menedżer beniaminka.
Nie przez przypadek zabrzanie pokonali właśnie gości z Puław. Przypomnimy, że Nowakowski - jeszcze jako handballista - kończył w Azotach swoją zawodniczą karierę. - Dlatego też uczulałem obrońców na zagrywki rywala. Doskonale znam nawyki ich graczy. Wiedzieliśmy, który piłkarz kozłuje, a który decyduje się na podanie w kluczowym momencie akcji - tłumaczy trener.
Przeczytaj relację z meczu NMC Powen - Azoty Puławy 27-25 >
- W skali 1-6 stawiam naszej defensywie piątkę. W końcu agresywność do dziewiątego metra musiała zaprocentować. Nie chcieliśmy dać możliwości rozpędzenia się przeciwnikowi, który bił nas na łeb, na szyję warunkami fizycznymi - zaznacza opiekun NMC Powen. - Moi zawodnicy wiedzieli, że jest to pojedynek ostatniej szansy i wspięli się na wyżyny swoich umiejętności.
Szkoleniowiec Ślązaków zdradza, że jeszcze dzień przed meczem miał ból głowy, jeśli chodzi o obsadę bramki. - Do ostatniego momentu nie wiedziałem, na którego z golkiperów mam postawić. Zdecydowałem się na Sebastiana Kickiego, który jest szybszy od swoich konkurentów z drużyny. Z kolei Cezary Winkler broni "rutyną". Z pewnością wpuściłbym go na parkiet, gdyby "Kickowi" przydarzyły się błędy. Tak się jednak nie stało - dodaje Nowakowski.
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych