Ruch - Zgoda 28-27. Znakomity doping kibiców pomógł gospodyniom

09.01.2010
"Niebieskie" wzięły odwet za dziesięciobramkową porażkę w pierwszej rundzie. - To był mój najlepszy mecz w barwach Ruchu - nie kryła zadowolenia najskuteczniejsza z gospodyń, Anna Pawlik.
Chorzowianki jedyne derby Śląska w ekstraklasie rozpoczęły tak, jak ich kibice. Śpiewająco! "Niebieskie" niesione głośnym dopingiem nadawały ton rywalizacji na parkiecie i odskoczyły rywalkom zza miedzy na kilka goli. Dość powiedzieć, że w pierwszej części spotkania rudzianki tylko raz doprowadziły do remisu (6-6). - Zwłaszcza w defensywie moje zawodniczki spisywały się bardzo dobrze - chwalił swoje podopieczne szkoleniowiec Ruchu, Marcin Księżyk.

- Trudno wytłumaczyć, dlaczego wraz z pierwszym gwizdkiem zabrakło w naszych poczynaniach skupienia. Jest to tak trudny teren, że musi ono oscylować nie w granicach 100, a 110 procent - dziwiła się Barbara Jasińska, która z ławki obserwowała poczynania swoich koleżanek. Te sprawiały wrażenie kompletnie pogubionych i do szatni schodziły ze stratą aż siedmiu bramek.

Nikt nie przypuszczał, że Zgoda zdoła podnieść się po takim ciosie. Również zawodniczki z Chorzowa, które w niecałe pięć minut drugiej odsłony straciły pięć bramek, nie strzelając przy tym żadnej! - Nastąpiło zbyt wielkie rozluźnienie. Dziewczyny chyba za szybko uwierzyły, że jest już po meczu - zastanawiał się Księżyk. Spora w tym zasługa Katarzyny Gleń, która aż dziewięć razy umieściła piłkę w siatce Ruchu. Co ciekawe, wszystkie gole zdobyła po rzutach karnych... - Próbowałyśmy gonić niekorzystny rezultat, jednak zabrakło nam czasu. Chcemy jak najszybciej zapomnieć o tej potyczce, a zwłaszcza o jej początku - martwiła się skrzydłowa z Bielszowic.

Na kłopoty - Pawlik! - mogą powiedzieć w Chorzowie. Była szczypiornistka Zgody wzięła na swoje barki ciężar pojedynku i głównie jej zasługą są cenne dwa punkty. - To były moje najlepsze zawody w barwach Ruchu. Chciałam udowodnić, że w piłce ręcznej jeszcze coś znaczę. Dobrze, że stało się to akurat w tak prestiżowym spotkaniu - nie kryła zadowolenia. I choć kobietom wieku się nie wypomina, dodajmy, że rozgrywająca ma już za sobą 35 wiosen.

Wojnę nerwów w samej końcówce lepiej zniosły gospodynie i to właśnie im przypadły w udziale taniec radości i przybijanie "piątek" z kibicami. - Dużo lepiej gra się przed tak liczną publicznością. Dziękujemy jej za przybycie! - dodała Natalia Szyszkiewicz, piłkarka zwyciężczyń.

autor: Krzysztof Dębowski, Mariusz Polak

Przeczytaj również