Ruch - Piotrcovia 22-29. Bo tylko przyjezdne wiedziały, co jest grane
30.01.2010
Mocny początek i prowadzenie nawet sześcioma bramkami dawało jasno do zrozumienia zebranym w hali przy ulicy Dąbrowskiego kibicom - to będą łatwe punkty do zdobycia. Nic bardziej mylnego. Na 10 minut przed końcem pierwszej połowy, przy stanie 12-7, nagle coś się "zablokowało”. Już do końca pierwszej części gry gospodynie nie potrafiły pokonać Skury. Skorzystały na tym rywali, które doprowadziły do remisu.
Druga część gry zdecydowanie pod dyktando Piotrcovii. Dość powiedzieć, że w jej pierwszym kwadransie przyjezdne zdobyły aż dziewięć bramek, podczas gdy chorzowianki zaledwie trzy! - Pierwsza połowa pokazała, że jesteśmy w stanie powalczyć, w drugiej - niestety - zawiodła przede wszystkim gra w ataku, gdzie Piotrków puścił nam parę szybkich ataków, odskakując na kilka bramek - powiedział rozczarowany Marcin Księżyk, trener Ruchu.
Goście zawdzięczają zwycięstwo wcześniej wspomnianej Beacie Skurze, która swoimi obronami wprawiała w zdumienie dosłownie wszystkich. - Staram się godnie zastąpić Beatę Kowalczyk, która jest kontuzjowana. Bardzo pomagały mi dziewczyny. Wiadomo, bramkarz bez swoich koleżanek nie ma za wiele do powiedzenia. Wyszłyśmy dużo bardziej skoncentrowane na tą drugą połowę. Wiedziałyśmy już, co jest grane i - z małymi wyjątkami - sprawdziły się założenia trenera - oceniła główna bohaterka konfrontacji.
Druga część gry zdecydowanie pod dyktando Piotrcovii. Dość powiedzieć, że w jej pierwszym kwadransie przyjezdne zdobyły aż dziewięć bramek, podczas gdy chorzowianki zaledwie trzy! - Pierwsza połowa pokazała, że jesteśmy w stanie powalczyć, w drugiej - niestety - zawiodła przede wszystkim gra w ataku, gdzie Piotrków puścił nam parę szybkich ataków, odskakując na kilka bramek - powiedział rozczarowany Marcin Księżyk, trener Ruchu.
Goście zawdzięczają zwycięstwo wcześniej wspomnianej Beacie Skurze, która swoimi obronami wprawiała w zdumienie dosłownie wszystkich. - Staram się godnie zastąpić Beatę Kowalczyk, która jest kontuzjowana. Bardzo pomagały mi dziewczyny. Wiadomo, bramkarz bez swoich koleżanek nie ma za wiele do powiedzenia. Wyszłyśmy dużo bardziej skoncentrowane na tą drugą połowę. Wiedziałyśmy już, co jest grane i - z małymi wyjątkami - sprawdziły się założenia trenera - oceniła główna bohaterka konfrontacji.
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych