Ruch - Olkusz 26-19. Chore chorzowianki wygrywają z beniaminkiem
13.09.2009
Trener Ruchu mówiąc te słowa miał na myśli przede wszystkim dekoncentrację oraz zbytnie rozluźnienie, które spowodowało, że ekipa z Olkusza w pewnym momencie traciła do gospodyń cztery bramki, podczas gdy po 30 minutach dystans wynosił siedem trafień. - Rozmawialiśmy w przerwie o koncentracji i martwi to, że dziewczyny tak słabo rozpoczęły drugą połowę. Na szczęście walczyły do końca i poprawiły wynik - ocenił trener z Chorzowa.
Po pierwszych, wyrównanych 10 minutach meczu, gospodynie zdobyły siedem bramek z rzędu, przesądzając, jak się potem okazało, losy pojedynku. W tym czasie bowiem Krystyna Wasiuk przez 12 minut nie została pokonana. - Dziewczyny właściwie trafiały w bramkarkę Ruchu. Może przestraszyły się Krysi. Jestem wściekła, bo przegrałyśmy to spotkanie po naszych błędach. Była szansa na wywiezienie z Chorzowa punktów, jednak rozegrałyśmy po prostu słabe zawody, zarówno w obronie jak i w ataku. Ruch dzięki naszym pomyłkom zdobywał bramki. Ja również nie pomogłam koleżankom - przyznała po spotkaniu Dorota Krzymińska, bramkarka "siódemki" z Olkusza.
"Niebieskie" w pierwszej połowie prezentowały się dobrze w defensywie, a główną metodą beniaminka na odrabianie strat były rzuty karne Aleksandry Giery. - W obronie graliśmy dobrze. Pochwały się należą zwłaszcza Natalii Szyszkiewicz, która walczyła zarówno w defensywie, jak i w ataku - przyznał trener Księżyk. Była reprezentacyjna zawodniczka, która w niedzielę zagrała ze skręconą kostką, w drugiej połowie została ukarana czerwoną kartką. - Trochę chyba sędziowie skrzywdzili Natalię. Nie do końca to było słuszne - ocenił opiekun Ruchu.
W pierwszym spotkaniu przed własną publicznością bardzo dobrze spisała się chorzowska młodzież. Grająca na skrzydle Bogna Dybul zdobyła sześć bramek, a Weronika Brymerska pokazała, że trener może na nią liczyć w każdej sytuacji. - Jaki jest mój największy mankament? Obecnie jest to bolący palec u prawej nogi, który jest pęknięty od tygodnia - stwierdziła młodziutka zawodniczka, dodając, że w poniedziałek problem powinien zostać zażegnany.
Po pierwszych, wyrównanych 10 minutach meczu, gospodynie zdobyły siedem bramek z rzędu, przesądzając, jak się potem okazało, losy pojedynku. W tym czasie bowiem Krystyna Wasiuk przez 12 minut nie została pokonana. - Dziewczyny właściwie trafiały w bramkarkę Ruchu. Może przestraszyły się Krysi. Jestem wściekła, bo przegrałyśmy to spotkanie po naszych błędach. Była szansa na wywiezienie z Chorzowa punktów, jednak rozegrałyśmy po prostu słabe zawody, zarówno w obronie jak i w ataku. Ruch dzięki naszym pomyłkom zdobywał bramki. Ja również nie pomogłam koleżankom - przyznała po spotkaniu Dorota Krzymińska, bramkarka "siódemki" z Olkusza.
"Niebieskie" w pierwszej połowie prezentowały się dobrze w defensywie, a główną metodą beniaminka na odrabianie strat były rzuty karne Aleksandry Giery. - W obronie graliśmy dobrze. Pochwały się należą zwłaszcza Natalii Szyszkiewicz, która walczyła zarówno w defensywie, jak i w ataku - przyznał trener Księżyk. Była reprezentacyjna zawodniczka, która w niedzielę zagrała ze skręconą kostką, w drugiej połowie została ukarana czerwoną kartką. - Trochę chyba sędziowie skrzywdzili Natalię. Nie do końca to było słuszne - ocenił opiekun Ruchu.
W pierwszym spotkaniu przed własną publicznością bardzo dobrze spisała się chorzowska młodzież. Grająca na skrzydle Bogna Dybul zdobyła sześć bramek, a Weronika Brymerska pokazała, że trener może na nią liczyć w każdej sytuacji. - Jaki jest mój największy mankament? Obecnie jest to bolący palec u prawej nogi, który jest pęknięty od tygodnia - stwierdziła młodziutka zawodniczka, dodając, że w poniedziałek problem powinien zostać zażegnany.
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych