Ruch, jak Zgoda. Zwycięstwo po dramatycznym pościgu

01.11.2009
Duże powody do radości mają sympatycy kobiecego "szczypiorniaka" w naszym regionie.
Kibice handballu na Śląsku w środowe popołudnie stanęli przed dylematem: zobaczyć w akcji Zgodę, czy też Ruch? Obie drużyny podejmowały bowiem rywali dokładnie o tej samej porze. Nie tylko godzina rozgrywania meczów w tym przypadku była identyczna. Także scenariusz wydarzeń z obu parkietów był bliźniaczo podobny. Ruch, podobnie jak i Zgoda, bardzo długo przegrywał w spotkaniu, w którym był faworytem.

Po trzydziestu minutach Politechnika Koszalińska prowadziła z ekipą Marcina Księżyka pięcioma bramkami (17-12), a podobnie jak w Rudzie Śląskiej, kluczowym momentem okazały się rozmowy ze szkoleniowcem. -  W szatni przypomnieliśmy sobie to, co mówiliśmy na odprawie - powiedział Marcin Księżyk, trener Ruchu. - Dyskutowałyśmy chwilę i obiecałyśmy, że zagramy do końca - zdradziła najskuteczniejsza w chorzowskim teamie, Anna Pawlik.

Rozmowa i chwila przerwy przyniosła skutek. Ruch w drugiej odsłonie rozpoczął gonić wynik, jednak dopiero w ostatnich dziesięciu minutach gospodynie doszły do głosu. - Potwierdziłyśmy, że remis w Piotrkowie nie był przypadkiem. To bardzo cenne punkty. Cieszy też fakt, że udało nam się odrobić dużą stratę - mówiła Sęktas. Dużo nerwów pomimo wygranej stracił Marcin Księżyk. - Od pierwszych minut graliśmy słabo. Przeciwniczki spisywały się jednak niewiele lepiej, długo nie wykorzystywały naszej słabości - ocenił szkoleniowiec "Niebieskich".

Kibice w Chorzowie i Rudzie Śląskiej do końca drżeli o wyniki 7. kolejki, ale ostatecznie punkty zostały na Śląsku. Efekt? Obie ekipy plasują się w czołowej piątce i są największymi sensacjami rozgrywek. Zgoda jest trzecia i jak na razie straciła tylko dwa "oczka". Natomiast Ruch, przez wielu skazywany na walkę o utrzymanie, jest na piątym miejscu. Jedną z dwóch porażek chorzowianki doznały właśnie z ekipą Dariusza Olszewskiego.
autor: DAN

Przeczytaj również