Powen - Azoty 34-26. Zabrzanie zachowali szansę na kolejną fazę play-off!

24.04.2013
W pierwszej połowie były obawy, że zabrzanie powtórzą błąd z Puław i roztrwonią przewagę. W drugiej - niebywale emocjonującej - części gry ekipa Cezarego Winklera pokazała, co to znaczy ambitna gra.
Mimo że to goście lepiej rozpoczęli spotkanie - objęli dwubramkowe prowadzenie - to jednak zabrzanie szybko wzięli się w garść i zdołali wyjść na prowadzenie, które sukcesywnie powiększali. Spora w tym była zasługa Łukasza Stodtko i Vitalija Nata, który zdołał "wylizać" rany (ból barku) po pierwszym pojedynku w Puławach.

Na fakt, że gospodarze prowadzili już 10-5, miały wpływ decyzje sędziowskie, które wyprowadzały z równowagi puławian. W pewnym momencie na parkiecie było... tylko czterech zawodników Azotów! Goście zdołali jednak opanować nerwy i - podobnie jak to miało miejsce w pierwszym meczu - szybko odrobili straty. Scenariusz jednak się nie powtórzył, NMC Powen zdołało tuż przed końcem pierwszej odsłony rzucić bramkę na 13-12.

Taki wynik zapewniał emocje w drugiej połowie. I kibice, którzy wybrali się na dzisiejszy mecz, na pewno nie żałowali tej decyzji. Szybko bramki rzucili Patryk Kuchczyński i Stodtko, jednak puławianie po raz kolejny zdołali odrobić straty i wyjść na prowadzenie. Spora w tym zasługa Macieja Stęczniewskiego, który kapitalnie spisywał się w bramce.

Przy stanie 17-19 miała miejsce sytuacja, która mogłaby rozbić psychicznie niejeden zespół. Patryk Kuchczyński, zdaniem sędziego, uderzył łokciem jednego z rywali i otrzymał czerwoną kartkę. Decyzja ta najbardziej zdziwiła... "Chińczyka", który teraz musi czekać na informację, przez ile spotkań będzie musiał pauzować. Gospodarze musieli grać w osłabieniu, a Azoty rzuciły 20. bramkę...

Po wyrzuceniu Kuchczyńskiego w zabrzan jakby wstąpiły dodatkowe siły. Wybrańcy Winklera walczyli z wielką ambicją o każdą piłkę, dzięki czemu zdołali wyjść na prowadzenie 21-20. Bardzo dobrze w bramce spisywał się Sebastian Kicki, który otrzymał szansę gry od pierwszej minuty. W dodatku goście musieli sobie radzić bez rozgrywającego Dmytro Zinczuka, który po jednym ze starć nie zdołał zejść z parkietu o własnych siłach.

Zabrzanie zaczęli karcić rywali kolejnymi trafieniami. Nie zawiódł Mariusz Jurasik, który rzucił najwięcej bramek - osiem - i przyczynił się do wysokiego zwycięstwa NMC Powen. Na dorobek "Józka" składały się także trzy trafienia z rzutów karnych.

Martwić może jedynie uraz Daniela Żółtaka, który pojawił się na parkiecie w końcówce spotkania i... kończył go z urazem kolana. Miejmy nadzieję, że z jego zdrowiem będzie wszystko w porządku i będzie mógł pomóc kolegom w trzecim - i decydującym o losach awansu - meczu, który odbędzie się w sobotę w Puławach.
autor: Adrian Waloszczyk

Przeczytaj również