Powen - Azoty 27-25. "Czerwona" sensacja! Beniaminek wraca do gry

19.12.2009
- Agresywna, podwyższona obrona 6-0 przyniosła efekt - cieszył się Robert Nowakowski, trener NMC Powen, który po świetnej grze pokonał kandydata do strefy medalowej ekstraklasy.
Już od początku sobotnich zawodów dało się odczuć, że gospodarze powiedzieli sobie w szatni "wóz, albo przewóz" i z impetem rzucili się na znacznie wyżej notowanego rywala. Ba, od stanu 5-2 miejscowi sympatycy handballu z coraz to szerszym uśmiechem spoglądali w kierunku tablicy wyników. A na niej - za sprawą znakomicie dysponowanego Szolca - przewaga wzrastała z każdą minutą. NMC Powen świetną grą w defensywie przeciwko "wieżowcom" z Puław wprawiał w osłupienie tych, którzy na ambitnym beniaminku zdążyli postawić już krzyżyk. - Dzięki temu sytuacja w tabeli nadal jest otwarta. Może ten wysoki zespół, którego średnia wzrostu oscyluje wokół 195 cm po prostu nam przypasował? - zastanawiał się uśmiechnięty Michał Szolc, który z dziewięcioma bramkami został najskuteczniejszym zawodnikiem spotkania.

Wodą na młyn dla teamu trenera Roberta Nowakowskiego okazały się ataki Płaczkowskiego i Lasonia. Jeśli dodamy do tego dżokera w postaci Rybarczyka, który z zimną krwią wstawał z ławki i czterokrotnie skutecznie podchodził wykonywać rzuty karne, śmiało można stwierdzić, że Ślązacy wpadli w trans. - Dzisiejszą porażkę traktujemy w kategoriach sensacji, bo nie pamiętam kiedy ostatni raz schodziliśmy z parkietu pokonani - załamywał ręce Remigiusz Lasoń, zawodnik Azotów, który właśnie w Zabrzu stawiał swoje pierwsze sportowe kroki.

- Oby tylko wytrzymali napór przeciwnika na początku drugiej połowy... - z niepokojem dało się usłyszeć z sektorów zajmowanych przez kibiców miejscowych, którzy do słabej postawy swoich ulubieńców po przerwie zdążyli się już przyzwyczaić. Ci, postanowili wreszcie zadać kłam tej teorii, a trener Nowakowski co chwila szalał przy strefie zmian. Tym razem ze szczęścia. Rezultat 17-10 dawał mu do tego pełne prawo, tym bardziej, że zdezorientowane Azoty nie miały pomysłu na sforsowanie defensywy rywala. - Agresywna, podwyższona obrona 6-0 przyniosła efekt. Było kilka nieudanych akcji, ale nie bądźmy pazerni - przyznał zadowolony szkoleniowiec.

Skoro była to już ostatnia kolejka w tym roku, szczypiorniści NMC Powen postanowili, że wszystkim widzom zapadnie ona na długo w pamięć. Zwłaszcza, gdy przyjezdni wrzucili wyższy bieg i zniwelowali różnicę do dwóch trafień (20-18). Wojnę nerwów jednak przegrali, choć do 57 minuty pojedynku wszyscy drżeli o końcowe rozstrzygnięcie. Nadmiar emocji okazał się z kolei nie do opanowania dla zawodników obu drużyn z numerem dwa na plecach - Mogielnicki i Gowin - którzy w ferworze walki zobaczyli czerwone kartki i przedwcześnie zakończyli potyczkę.

Niepocieszeni mogą być też kibice gości, którzy w sile 18 osób w "towarzystwie" bębnów i ogromnej flagi, w hali pojawili się już na półtorej godziny przed rozpoczęciem spotkania.

autor: Krzysztof Dębowski

Przeczytaj również