"Pokażmy, że możemy świetnie spędzić czas na meczu piłki ręcznej!"
18.02.2014
Hala "Pogoń" nie zawsze wypełnia się do ostatniego miejsca, gdy gra w niej Górnik. Frekwencja jest lepsza niż jeszcze kilka miesięcy temu, ale władze klubu pracują nad tym, by zabrzanie jeszcze częściej odwiedzali mecze szczypiornistów. - Spójrzmy gdziekolwiek za granicę, zajrzymy do klubów choćby z Hiszpanii - na całym świecie jest tak, że jeżeli w danym miejscu kwitnie dyscyplina sportowa, nie tylko piłka nożna, to okoliczna społeczność utożsamia się się z danym zespołem, wspierając go na dobre i na złe. To jest moje marzenie i życzenie, aby w Zabrzu też rozkwitła taka społeczność kibicowska - przyznaje wiceprezes Franciszek Michór.
- Sam pochodzę z Łazisk i na meczach Górnika widzę na trybunach kibiców z moich rodzinnych stron. Skoro oni potrafią przyjechać na mecz, to o ile bardziej rodowitym zabrzanom nie powinno być prędzej po drodze z przyjściem do hali? Sąsiad sąsiada powinien wyciągać z domu, a trybuny powinny pękać w szwach. To nie jest tak, że my prezesi bawimy się tutaj w piłkę ręczną. Ten klub, ci zawodnicy grają przecież dla Zabrza i wszystkich osób, które tu mieszkają - podkreśla działacz.
Nie tylko frekwencja mogłaby być lepsza - na meczach Górnika brakuje też dużej, zorganizowanej grupy kibiców, która wspierałaby zawodników głośnym dopingiem. - Skoro teraz pokazujemy, że potrafimy się bawić na skoczniach narciarskich i meczach siatkówki, to pokażmy również, że możemy świetnie spędzić czas na meczu piłki ręcznej! Tą dyscyplinę może oglądać każdy, do hali można wybrać się rodzinnie, zarówno z rodzicami jak i bez. Na trybunach jest w stu procentach bezpiecznie. Dlaczego zatem nie zdecydować się na tak pozytywną rzecz, jak dopingowanie własnego zespołu? - zastanawia się Michór.
- Sam pochodzę z Łazisk i na meczach Górnika widzę na trybunach kibiców z moich rodzinnych stron. Skoro oni potrafią przyjechać na mecz, to o ile bardziej rodowitym zabrzanom nie powinno być prędzej po drodze z przyjściem do hali? Sąsiad sąsiada powinien wyciągać z domu, a trybuny powinny pękać w szwach. To nie jest tak, że my prezesi bawimy się tutaj w piłkę ręczną. Ten klub, ci zawodnicy grają przecież dla Zabrza i wszystkich osób, które tu mieszkają - podkreśla działacz.
Nie tylko frekwencja mogłaby być lepsza - na meczach Górnika brakuje też dużej, zorganizowanej grupy kibiców, która wspierałaby zawodników głośnym dopingiem. - Skoro teraz pokazujemy, że potrafimy się bawić na skoczniach narciarskich i meczach siatkówki, to pokażmy również, że możemy świetnie spędzić czas na meczu piłki ręcznej! Tą dyscyplinę może oglądać każdy, do hali można wybrać się rodzinnie, zarówno z rodzicami jak i bez. Na trybunach jest w stu procentach bezpiecznie. Dlaczego zatem nie zdecydować się na tak pozytywną rzecz, jak dopingowanie własnego zespołu? - zastanawia się Michór.
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych