NMC Powen - Zagłębie 25-31. Gdyby mecze trwały dwa razy 20 minut...
06.02.2010
Choć faworytem spotkania byli goście z Lubina, to jednak praktycznie od samego początku zarysowała się przewaga NMC Powen. W szeregach gospodarzy dwoił się i troił Szlinger, dla którego było to pierwsze oficjalne spotkanie po powrocie z wypożyczenia do MTS-u Chrzanów. Po jego rzutach bramki padały seriami i w samej tylko pierwszej połowie rozgrywający zabrzan pokonał bramkarzy Zagłębia aż sześć razy. - Bardzo chciałem się pokazać po powrocie z wypożyczenia. Dla mnie gra w ekstraklasie to ogromna szansa - podkreślał zawodnik beniaminka, który w tym spotkaniu wystąpił... ze złamanym nosem.
Dwa razy po trafieniach Kempysa zabrzanie prowadzili już różnicą czterech goli i wszystko wskazywało na to, że tym razem punkty zostaną w Zabrzu. - Graliśmy tragicznie w obronie. Strata 17-stu bramek do przerwy, to zdecydowanie za dużo - rozkładał ręce Jerzy Szafraniec, trener Zagłębia. - Brakowało przede wszystkim koncentracji - dodawał. Kiedy po dwóch kolejnych golach Szlingera NMC Powen wyszedł na prowadzenie 20-16, można było mieć nadzieję, że tym razem gospodarze nie doprowadzą do nerwowej końcówki.
Nic z tego. W szeregach lubinian na parkiecie pojawił się Obrusiewicz. Jego pierwsze wejście miało miejsce jeszcze w pierwszej połowie, ale wówczas pojawił się tylko, by wykonać rzut karny, który został zresztą obroniony przez Kickiego. Mało tego, po przerwie kolejne dwie próby z linii siódmego metra zostały tym razem zatrzymane przez Winklera! To jednak króla strzelców ekstraklasy z sezonu 2005/06 nie załamało i skrzydłowy Zagłębia umieścił piłkę w siatce zabrzan aż osiem razy. - Na te gole zapracował cały zespół, a ja nie mam powodów, by zadowolony ze swojej postawy, bo kilka razy się pomyliłem - krytycznie oceniał swoją postawę były reprezentant Polski, który wywalczył z kadrą prowadzoną przez Bogdana Wentę awans do finałów Mistrzostw Europy w 2006 roku.
Z kolei gospodarze z każdą kolejną minutą słabli. - W drugiej połowie nie miałem już sił. Nie jestem gotowy na grę w całym meczu - zaznaczał Szlinger. Obrusiewicza wspomógł także Kieliba, który dorzucił trzy gole, w tym bramkę dającą gościom remis. Od tego momentu NMC Powen trafił do siatki już tylko raz, podczas gdy Zagłębiu ta sztuka udała się jeszcze siedem razy. - Niestety, mając tak krótka ławkę, nie mogliśmy więcej zdziałać. Graliśmy cały mecz praktycznie dziewiątką zawodników, podczas gdy rywal grał o wiele szerszym składem - wyjaśniał Robert Nowakowski, szkoleniowiec zabrzan. - Gdyby mecze trwały dwa razy 20 minut, to wówczas bylibyśmy w czołówce - zaznaczył popularny "Kosa".
Dwa razy po trafieniach Kempysa zabrzanie prowadzili już różnicą czterech goli i wszystko wskazywało na to, że tym razem punkty zostaną w Zabrzu. - Graliśmy tragicznie w obronie. Strata 17-stu bramek do przerwy, to zdecydowanie za dużo - rozkładał ręce Jerzy Szafraniec, trener Zagłębia. - Brakowało przede wszystkim koncentracji - dodawał. Kiedy po dwóch kolejnych golach Szlingera NMC Powen wyszedł na prowadzenie 20-16, można było mieć nadzieję, że tym razem gospodarze nie doprowadzą do nerwowej końcówki.
Nic z tego. W szeregach lubinian na parkiecie pojawił się Obrusiewicz. Jego pierwsze wejście miało miejsce jeszcze w pierwszej połowie, ale wówczas pojawił się tylko, by wykonać rzut karny, który został zresztą obroniony przez Kickiego. Mało tego, po przerwie kolejne dwie próby z linii siódmego metra zostały tym razem zatrzymane przez Winklera! To jednak króla strzelców ekstraklasy z sezonu 2005/06 nie załamało i skrzydłowy Zagłębia umieścił piłkę w siatce zabrzan aż osiem razy. - Na te gole zapracował cały zespół, a ja nie mam powodów, by zadowolony ze swojej postawy, bo kilka razy się pomyliłem - krytycznie oceniał swoją postawę były reprezentant Polski, który wywalczył z kadrą prowadzoną przez Bogdana Wentę awans do finałów Mistrzostw Europy w 2006 roku.
Z kolei gospodarze z każdą kolejną minutą słabli. - W drugiej połowie nie miałem już sił. Nie jestem gotowy na grę w całym meczu - zaznaczał Szlinger. Obrusiewicza wspomógł także Kieliba, który dorzucił trzy gole, w tym bramkę dającą gościom remis. Od tego momentu NMC Powen trafił do siatki już tylko raz, podczas gdy Zagłębiu ta sztuka udała się jeszcze siedem razy. - Niestety, mając tak krótka ławkę, nie mogliśmy więcej zdziałać. Graliśmy cały mecz praktycznie dziewiątką zawodników, podczas gdy rywal grał o wiele szerszym składem - wyjaśniał Robert Nowakowski, szkoleniowiec zabrzan. - Gdyby mecze trwały dwa razy 20 minut, to wówczas bylibyśmy w czołówce - zaznaczył popularny "Kosa".
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych