NMC Powen - Wisła 23-30. Wyrównana walka tylko w pierwszej połowie

29.11.2009
Gdy po pierwszej połowie Wisła prowadziła zaledwie dwoma bramkami, NMC Powen mógł jeszcze liczyć na korzystny rezultat. Płocczanie po przerwie nie pozostawili jednak złudzeń, kto jest lepszy.
Jako pierwsi prowadzenie objęli goście, ale zabrzańscy szczypiorniści nie zamierzali łatwo oddać pola i po skutecznej dobitce Mogielnickiego, po raz pierwszy w tym spotkaniu, wyszli na prowadzenie. W szeregach Wisły ciężar gry w początkowym fragmencie gry wziął Rumniak i to on doprowadził do wyrównania, a po chwili wyprowadził płocczan na prowadzenie. Jednak, gdy NMC Powen zacieśnił szyki obronne, pozwoliło to gospodarzom wyprowadzić dwie kontry i po ostatniej z nich, gdy trafił ponownie Mogielnicki, na tablicy świetlnej pojawił się wynik 6-5. - Nasz rywal walczy o utrzymanie i wiedzieliśmy, że nie będzie to dla nas łatwy mecz. Sporo błędów zarówno w ataku, jak i obronie spowodowało, że pierwsza połowa nie wyglądała w naszym wykonaniu najlepiej - krytycznie ocenił postawę swojego zespołu Arkadiusz Miszka, najskuteczniejszy w tym sezonie zawodnik wicemistrza Polski.

Sytuacja na parkiecie zmieniła się, gdy szkoleniowiec gości zdecydował się na wprowadzenie do gry Peskova. Mierzący blisko dwa metry rozgrywający siał sporo spustoszenia w szeregach gospodarzy. I na nic zdała się bardzo dobra postawa Kickiego w zabrzańskiej bramce, skoro Rosjanin z łatwością dochodził do 100-procentowych sytuacji. NMC Powen miał jednak i na to odpowiedź. Trener Robert Nowakowski wprowadził do gry Kempysa, który w niezwykle sprytny sposób radził sobie z "wieżami" w obronie przyjezdnych. - Ciężko nam było znaleźć odpowiedź na to posunięcie. Dopiero po przerwie, gdy przeszliśmy do obrony 5-1, udało nam się zniwelować to zagrożenie - tłumaczył Artur Góral, trener Wisły.

I pewnie pierwsze 30 minut zakończyłoby się wynikiem remisowym, gdyby nie dziwne decyzje arbitrów, którzy w ciągu zaledwie 10 sekund posadzili na ławce kar dwóch zabrzan. - Nabrali się na cwaniactwo zawodników z Płocka. Myślę, że Wisła jest tak silnym zespołem, że nie potrzebuje pomocy ze strony sędziów - złościł się szkoleniowiec NMC Powen. Goście szybko wykorzystali fakt gry w podwójnej przewadze i uzyskali dwubramkowe prowadzenie.

Druga połowa rozpoczęła się obiecująco dla gospodarzy, gdyż najpierw ponownie skuteczną obroną popisał się Kicki, a po chwili Kryszeń zbiegł ze skrzydła do środka i zmniejszył straty do jednego gola. Niestety, na więcej tego wieczoru zabrzan nie było już stać. Wisła zdecydowanie poprawiła grę w obronie, a efektem tego były łatwo wyprowadzane kontry, które goście z łatwością zamieniali na bramki. - Staraliśmy się za wszelką cenę odrobić straty i to zemściło się na nas w postaci tak wysokiej porażki, na którą z pewnością nie zasłużyliśmy - podkreślał Michał Chodara, skrzydłowy zabrzan.
autor: Krzysztof Dębowski, Tomasz Mucha

Przeczytaj również