NMC Powen - Vive Kielce 21-37. Mistrzowie grali od początku do końca

06.12.2009
NMC Powen wysoko przegrał z Vive Kielce. - Cały czas staram się wpajać drużynie, by bez względu na wynik angażowali się w grę do samego końca - wyjaśniał Bogdan Wenta, trener gości.
Początek był obiecujący dla gospodarzy, którzy po trafieniu ze skrzydła Kryszenia objęli prowadzenie 2-1. I choć po chwili kielczanie zdobyli w szybkim tempie cztery bramki, to zabrzanie starali się im się nadal dzielnie stawiać czoła. Gole Buszkowa i Chodary spowodowały, że straty były minimalne. Jak się jednak okazało, to było wszystko na co było stać piłkarzy ręcznych NMC Powen w tym meczu. Goście zacieśnili szyki obronne, co skutkowało tym, że z łatwością mogli wyprowadzać kontry, które skutecznie wykańczali szybcy skrzydłowi Vive, Jachlewski i Kuchczyński. - Nie możemy mieć do siebie pretensji. Walczyliśmy na tyle, na ile było nas stać. Na przeciwko siebie mieliśmy ludzi, którzy występują w europejskich pucharach i każdy nasz błąd kończył się kontrą - kręcił głową Michał Chodara, skrzydłowy zabrzan, który jest wypożyczony do beniaminka ekstraklasy właśnie z Kielc.

Pierwszą połowę zakończył trafieniem w ostatniej sekundzie Stojković, który otrzymał podanie przez całe boisko od Kubiszewskiego. Ten chwilę wcześniej skutecznie interweniował. - Ustaliliśmy w szatni, że szanujemy wynik bez względu na to, jaki on będzie. Niepotrzebne rzuty młodych zawodników, spowodowały, że jeszcze dwukrotnie w ostatnich sekundach skarcił nas kołowy rywala. Mam nadzieję, że to będzie dobra lekcja dla zespołu - zaznaczył Robert Nowakowski, trener zabrzan. Mając na uwadze to, że kopię sytuacji sprzed przerwy oglądaliśmy także na zakończenie spotkania.

Zanim do tego doszło zabrzanom udało się nawet w drugiej odsłonie zbliżyć na różnicę sześciu bramek, a mogło być jeszcze lepiej, gdyby nie...
- Zabrakło nam skuteczności. Szczególnie w kontrach i rzutach z koła - podkreślał Dariusz Mogielnicki, obrotowy NMC Powen. - W obronie radziliśmy sobie nawet dość dobrze, ale w sytuacji gdy rywal wyprowadzał szybki atak i nasz bramkarz stawał oko w oko z przeciwnikiem, to wiadomo było, że źle się to skończy - dodawał. A takich zdarzeń, mimo tego, że trener gości, Bogdan Wenta, wprowadził na parkiet zawodników rezerwowych, było sporo.

Przewaga mistrza Polski z każdą kolejną minutą rosła, a co ciekawe kielczanie wcale nie zamierzali spasować i zagrać oszczędniej. -
Cały czas staram się wpajać drużynie, by bez względu na wynik angażowali się w grę do samego końca. I cieszy mnie to, że również starsi zawodnicy realizują te założenia i potrafią upomnieć tych mniej doświadczonych w sytuacjach, które dla szczypiornistów przy wysokim prowadzeniu mogłyby się okazać mało istotne - wyjaśniał Wenta. - Skoro ludzie tak tłumnie przychodzą na mecz, to również im należy się piłka ręczna na wysokim poziomie od początku do końca - przytomnie zauważył selekcjoner reprezentacji Polski. A tak tłoczno, jak w czasie potyczki z mistrzem Polski, w zabrzańskiej hali nie było od dawna...
autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również