NMC Powen - Śląsk 26-25. Dramat ze szczęśliwym finałem
17.10.2009
Stawka spotkania spowodowała, że w poczynaniach obu zespołów było sporo niedokładności. Pierwsi nerwy opanowali gospodarze i to oni wyszli na minimalne prowadzenie, które utrzymywali przez spory okres pierwszej połowy. Motorem napędowym poczynań zabrzan był przede wszystkim Szolc, który nie tylko trafiał z gry, ale i pewnie egzekwował rzuty karne. Po stronie Śląska braki zdobywał głównie Garbacz. Gdy po kontrze trafił Marciniak, na tablicy świetlnej pojawił się remis po 9.
Od tego momentu do końca pierwszej odsłony bramki zdobywali już tylko szczypiorniści NMC Powen i to dało im cztery bramki przewagi do przerwy. - Widać zwycięstwo przed tygodniem z Puławami zaszkodziło nam, bo byliśmy zupełnie innym zespołem - irytował się Adrian Marciniak, kapitan Śląska Wrocław. Po zmianie stron nic jednak nie wskazywało na to, że goście będą mogli zapisać na swoim koncie jakiekolwiek punkty.
Zabrzanie grali pewnie i powiększali przewagę. Po przechwycie i skutecznej kontrze Szolca przewaga gospodarzy urosła do sześciu bramek różnicy. - Chyba pomyśleliśmy, że jest już po meczu i w końcu wygramy - tłumaczył Łukasz Kulak, rozgrywający NMC Powen, który oprócz Szolca był najskuteczniejszy w szeregach miejscowych. - Dla mnie to był szczególny mecz, bo przecież spędziłem we Wrocławiu trzy sezony. Chciałem się przypomnieć - uśmiechał się.
Dramat podopiecznych Roberta Nowakowskiego rozpoczął się chwilę później. Gospodarze zaczęli łapać podwójne kary, a to powodowało, że Śląsk miał zdecydowanie ułatwione zdobywanie bramek. - Zaczęliśmy grać dopiero od 42 minuty. Ruszyliśmy do ataku, gdy wisiało nad nami widmo porażki - wyjaśniał Marciniak. Przewaga zabrzan topniała w zastraszającym tempie. Gdy jednak trafił Kulak przewaga znów urosła do trzech goli i wydawało się, że jest po meczu. Do końca meczu pozostawało zaledwie 120 sekund. Trafił jednak Tórz, a po chwili w kontrze pomylił się Rybarczyk.
To dawało jeszcze cień nadziei gościom na jeden punkt. Gdy gola ponownie zdobył Tórz, a miejscowi pomylili się w ataku pozycyjnym, Śląska stanął przed szansą na wyrównanie. Do ataku przeszedł nawet golkiper gości. Zawodnicy NMC Powen sprytnie jednak sfaulowali i wrocławianie musieli oddać rzut w sytuacji, gdy zabrzanie ustawili się w murze. Piłka jednak przeszła obok przeszkody i dopiero interwencja Kickiego spowodowała, że gospodarze mogli unieść ręce w geście triumfu.
Głos trenerów
Tadeusz Jednoróg (trener Śląska): To nie gospodarze ten mecz wygrali, a to my go przegraliśmy. Koszmarna pierwsza połowa, a także sześć sytuacji sam na sam, których nie wykorzystaliśmy w drugiej części spotkania zadecydowały o naszej porażce. Najgorsze jest to, że mylili się najbardziej doświadczeni, Garbacz, Piętak. Oddaliśmy dwa punkty na własne życzenie.
Robert Nowakowski (trener NMC Powen): Śląsk nas doszedł, bo popełniliśmy sporo błędów, w tym te karane podwójnymi wykluczeniami. Skuteczność była już zdecydowanie wyższa, ale nadal nie jestem zadowolony z gry w ataku. Gramy jeszcze zbyt wolno jak na ekstraklasę.
Od tego momentu do końca pierwszej odsłony bramki zdobywali już tylko szczypiorniści NMC Powen i to dało im cztery bramki przewagi do przerwy. - Widać zwycięstwo przed tygodniem z Puławami zaszkodziło nam, bo byliśmy zupełnie innym zespołem - irytował się Adrian Marciniak, kapitan Śląska Wrocław. Po zmianie stron nic jednak nie wskazywało na to, że goście będą mogli zapisać na swoim koncie jakiekolwiek punkty.
Zabrzanie grali pewnie i powiększali przewagę. Po przechwycie i skutecznej kontrze Szolca przewaga gospodarzy urosła do sześciu bramek różnicy. - Chyba pomyśleliśmy, że jest już po meczu i w końcu wygramy - tłumaczył Łukasz Kulak, rozgrywający NMC Powen, który oprócz Szolca był najskuteczniejszy w szeregach miejscowych. - Dla mnie to był szczególny mecz, bo przecież spędziłem we Wrocławiu trzy sezony. Chciałem się przypomnieć - uśmiechał się.
Dramat podopiecznych Roberta Nowakowskiego rozpoczął się chwilę później. Gospodarze zaczęli łapać podwójne kary, a to powodowało, że Śląsk miał zdecydowanie ułatwione zdobywanie bramek. - Zaczęliśmy grać dopiero od 42 minuty. Ruszyliśmy do ataku, gdy wisiało nad nami widmo porażki - wyjaśniał Marciniak. Przewaga zabrzan topniała w zastraszającym tempie. Gdy jednak trafił Kulak przewaga znów urosła do trzech goli i wydawało się, że jest po meczu. Do końca meczu pozostawało zaledwie 120 sekund. Trafił jednak Tórz, a po chwili w kontrze pomylił się Rybarczyk.
To dawało jeszcze cień nadziei gościom na jeden punkt. Gdy gola ponownie zdobył Tórz, a miejscowi pomylili się w ataku pozycyjnym, Śląska stanął przed szansą na wyrównanie. Do ataku przeszedł nawet golkiper gości. Zawodnicy NMC Powen sprytnie jednak sfaulowali i wrocławianie musieli oddać rzut w sytuacji, gdy zabrzanie ustawili się w murze. Piłka jednak przeszła obok przeszkody i dopiero interwencja Kickiego spowodowała, że gospodarze mogli unieść ręce w geście triumfu.
Głos trenerów
Tadeusz Jednoróg (trener Śląska): To nie gospodarze ten mecz wygrali, a to my go przegraliśmy. Koszmarna pierwsza połowa, a także sześć sytuacji sam na sam, których nie wykorzystaliśmy w drugiej części spotkania zadecydowały o naszej porażce. Najgorsze jest to, że mylili się najbardziej doświadczeni, Garbacz, Piętak. Oddaliśmy dwa punkty na własne życzenie.
Robert Nowakowski (trener NMC Powen): Śląsk nas doszedł, bo popełniliśmy sporo błędów, w tym te karane podwójnymi wykluczeniami. Skuteczność była już zdecydowanie wyższa, ale nadal nie jestem zadowolony z gry w ataku. Gramy jeszcze zbyt wolno jak na ekstraklasę.
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych