NMC Powen - Pogoń 27-25. Nie prowadzili ani razu, a jednak wygrali!
06.10.2012
Mimo że w superlidze piłkarzy ręcznych mamy dopiero początek sezonu, spotkanie NMC Powen Zabrze z Pogonią Szczecin miało bardzo duże znaczenie dla układu tabeli. Beniaminek ze Szczecina zajmował przed tą kolejką przedostatnie miejsce w tabeli, a tylko lokatę wyżej byli zabrzanie, którzy dobrze zaczęli sezon, a później było już tylko gorzej. Zawodnicy Bogdana Zajączkowskiego byli wymieniani w kontekście walki o medale, a na razie wcale nie grają lepiej niż w poprzednim sezonie.
Domowe spotkanie ze szczecinianami też zaczęli bardzo źle. Byli nieskuteczni i nadziewali się na dobre kontry gości. Pogoń szybko wyszła na prowadzenie i odskoczyła na trzy-cztery bramki. Zawodnicy Powenu próbowali, walczyli, ale nie potrafili się zbliżyć do beniaminka. Udało się to dopiero w końcówce pierwszej połowy, kiedy szczególnie dobrze grał Zbigniew Garbacz. Na minutę przed końcem pierwszej partii NMC Powen nareszcie wyrównał i doprowadził do stanu 12-12. Jednak równo z końcową syreną szczecinianie trafili do siatki i na przerwę schodzili z jednobramkowym prowadzeniem.
Kiedy wszyscy oczekiwali, że zabrzanie po przerwie wezmą się do roboty, zaczęli... tak samo jak w pierwszej połowie od kilku bramek straty. Pogoń uciekła na cztery punkty, ale na 20 minut przed końcem zawodnicy Zajączkowskiego zaczęli gonić. W końcówce oba zespoły grały punkt za punkt. Zabrzanie ani razu nie wyszli na prowadzenie, ale nie pozwolili już odskoczyć na więcej niż jedno "oczko". Dopiero na dwie i pół minuty przed końcem NMC Powen po raz pierwszy tego wieczoru zaczął prowadzić, po tym jak Vitalij Nat strzelił gola na 26-25 dla gospodarzy.
W bardzo nerwowych ostatnich dwóch minutach, zabrzanie postawili na twardą obronę. Mateusz Zaremba z Pogoni zmarnował akcję, dającą szansę na wyrównanie. W odpowiedzi na pół minuty przed końcem Aleksandr Buszkow wykorzystał rzut karny i dał swojemu zespołowi niezwykle cenną, ale też wywalczoną z olbrzymimi problemami wygraną z beniaminkiem.
- Zabrakło nam konsekwencji w obronie i w ataku. Trzeba grać dłużej, spokojnie, a nie na hurra. Siły nam na pewno nie zabrakło. Powoli się zgrywamy. Porażka boli tym bardziej, że mecz był w naszym zasięgu - powiedział tuż po meczu Jacek Wardziński, zawodnik Pogoni. - W ostatnich trzech meczach przegrywaliśmy na własne życzenie. Dziś zostawiliśmy na boisku serce. Spotkanie nie ułożyło się po naszej myśli, cały czas goniliśmy wynik, nie mogliśmy wyjść na prowadzenie, ale jak już wyszliśmy, to go nie oddaliśmy. To był mecz nie o dwa, a o cztery punkty. Niezwykle cenne zwycięstwo - skomentował z kolei Nat.
Domowe spotkanie ze szczecinianami też zaczęli bardzo źle. Byli nieskuteczni i nadziewali się na dobre kontry gości. Pogoń szybko wyszła na prowadzenie i odskoczyła na trzy-cztery bramki. Zawodnicy Powenu próbowali, walczyli, ale nie potrafili się zbliżyć do beniaminka. Udało się to dopiero w końcówce pierwszej połowy, kiedy szczególnie dobrze grał Zbigniew Garbacz. Na minutę przed końcem pierwszej partii NMC Powen nareszcie wyrównał i doprowadził do stanu 12-12. Jednak równo z końcową syreną szczecinianie trafili do siatki i na przerwę schodzili z jednobramkowym prowadzeniem.
Kiedy wszyscy oczekiwali, że zabrzanie po przerwie wezmą się do roboty, zaczęli... tak samo jak w pierwszej połowie od kilku bramek straty. Pogoń uciekła na cztery punkty, ale na 20 minut przed końcem zawodnicy Zajączkowskiego zaczęli gonić. W końcówce oba zespoły grały punkt za punkt. Zabrzanie ani razu nie wyszli na prowadzenie, ale nie pozwolili już odskoczyć na więcej niż jedno "oczko". Dopiero na dwie i pół minuty przed końcem NMC Powen po raz pierwszy tego wieczoru zaczął prowadzić, po tym jak Vitalij Nat strzelił gola na 26-25 dla gospodarzy.
W bardzo nerwowych ostatnich dwóch minutach, zabrzanie postawili na twardą obronę. Mateusz Zaremba z Pogoni zmarnował akcję, dającą szansę na wyrównanie. W odpowiedzi na pół minuty przed końcem Aleksandr Buszkow wykorzystał rzut karny i dał swojemu zespołowi niezwykle cenną, ale też wywalczoną z olbrzymimi problemami wygraną z beniaminkiem.
- Zabrakło nam konsekwencji w obronie i w ataku. Trzeba grać dłużej, spokojnie, a nie na hurra. Siły nam na pewno nie zabrakło. Powoli się zgrywamy. Porażka boli tym bardziej, że mecz był w naszym zasięgu - powiedział tuż po meczu Jacek Wardziński, zawodnik Pogoni. - W ostatnich trzech meczach przegrywaliśmy na własne życzenie. Dziś zostawiliśmy na boisku serce. Spotkanie nie ułożyło się po naszej myśli, cały czas goniliśmy wynik, nie mogliśmy wyjść na prowadzenie, ale jak już wyszliśmy, to go nie oddaliśmy. To był mecz nie o dwa, a o cztery punkty. Niezwykle cenne zwycięstwo - skomentował z kolei Nat.
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych