NMC Powen - Nielba 25-30. Nieznane powody porażki gospodarzy
12.09.2009
Pierwszy mecz ekstraklasy rozegrany w Zabrzu rozpoczął się od wymiany ciosów. Gospodarze włączyli wyższy bieg dopiero w momencie, gdy na tablicy wyników widniał rezultat 3-3. Trafienia Mogielnickiego spowodowały odskok szczypiornistów NMC Powen na trzy "oczka". Udana passa zakończyła się jednak w 25 minucie...
Zabrzanie ni stąd, ni zowąd zaczęli popełniać błędy, a gra z kontry była wodą na młyn dla Nielby. Brylował zwłaszcza Białaszek, który raz za razem ostrzeliwał "świątynię" Winklera i ostatecznie z siedmioma trafieniami został najskuteczniejszym z przyjezdnych. Efekt? Rezultat 14-15 do przerwy i konsternacja w sektorach zajmowanych przez fanów z Zabrza. - Parę głupich strat ułatwiło rywalom zadanie. Nie upatrywałbym winy w braku koncentracji. Co wpłynęło na taką metamorfozę? Naprawdę nie wiem... - rozkładał ręce Krzysztof Wojtynek, piłkarz miejscowych.
Ci, którzy liczyli, że w drugiej części gry zobaczą zryw NMC Powen, srogo się zawiedli. Goście z Wągrowca za sprawą Gieraka podwyższyli prowadzenie i nie oddali go już do samego końca konfrontacji. Gorąco było tylko raz, kiedy gospodarze doprowadzili do stanu 21-22. Wtedy dało się wyczuć zdenerwowanie prawie 30-osobowej grupy kibiców Nielby, która przez całe spotkanie głośnym dopingiem wspierała swoich ulubieńców. Zbyt duża liczba wykluczeń i nieporozumień w szeregach ich przeciwników doprowadziła jednak do tego, że na kilka minut przed końcem meczu mogli zatańczyć "lambadę". - Nie chodzi o to, że zawaliliśmy pojedynek kondycyjnie, bo w przeciągu całych zawodów było sporo rotacji w składzie. Być może to wpływ presji spowodowanej debiutem we własnej hali? - zastanawiał się Wojtynek, myśląc pewnie, jak blisko było do odniesienia pierwszego zwycięstwa w ekstraklasie.
Zabrzanie ni stąd, ni zowąd zaczęli popełniać błędy, a gra z kontry była wodą na młyn dla Nielby. Brylował zwłaszcza Białaszek, który raz za razem ostrzeliwał "świątynię" Winklera i ostatecznie z siedmioma trafieniami został najskuteczniejszym z przyjezdnych. Efekt? Rezultat 14-15 do przerwy i konsternacja w sektorach zajmowanych przez fanów z Zabrza. - Parę głupich strat ułatwiło rywalom zadanie. Nie upatrywałbym winy w braku koncentracji. Co wpłynęło na taką metamorfozę? Naprawdę nie wiem... - rozkładał ręce Krzysztof Wojtynek, piłkarz miejscowych.
Ci, którzy liczyli, że w drugiej części gry zobaczą zryw NMC Powen, srogo się zawiedli. Goście z Wągrowca za sprawą Gieraka podwyższyli prowadzenie i nie oddali go już do samego końca konfrontacji. Gorąco było tylko raz, kiedy gospodarze doprowadzili do stanu 21-22. Wtedy dało się wyczuć zdenerwowanie prawie 30-osobowej grupy kibiców Nielby, która przez całe spotkanie głośnym dopingiem wspierała swoich ulubieńców. Zbyt duża liczba wykluczeń i nieporozumień w szeregach ich przeciwników doprowadziła jednak do tego, że na kilka minut przed końcem meczu mogli zatańczyć "lambadę". - Nie chodzi o to, że zawaliliśmy pojedynek kondycyjnie, bo w przeciągu całych zawodów było sporo rotacji w składzie. Być może to wpływ presji spowodowanej debiutem we własnej hali? - zastanawiał się Wojtynek, myśląc pewnie, jak blisko było do odniesienia pierwszego zwycięstwa w ekstraklasie.
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych