NMC Powen - Kwidzyn 24-30. "Znowu wyszedł brak profesjonalizmu"
17.02.2010
- Nie graliśmy konsekwentnie w ataku, a każda nasza strata była bezlitośnie wykorzystywana przez rywala - Marceli Migała, rozgrywający zabrzan, wskazał główne grzechy gospodarzy, dzięki którym kwidzynianie jeszcze w pierwszej odsłonie odskoczyli na siedem bramek. Goście skutecznie wykorzystywali kontrataki, z kolei NMC Powen sprawiał wrażenie zrezygnowanych.
W dodatku jeszcze przed przerwą miejscowi trzy razy grali w przewadze i... trzykrotnie ją przegrywali! - Nie było widać w naszych poczynaniach ciągu na bramkę. Zamiast gonić wynik, seryjnie obijaliśmy bramkarza - bił się w pierś Łukasz Szlinger, który przy słabszej dyspozycji Szolca, z dziewięcioma bramkami został najskuteczniejszym graczem spotkania.
- Mistrzostwa Europy pokazały, że kilka goli przewagi nie stanowi żadnej bezpiecznej przewagi. Do końca musieliśmy więc zachowywać czujność, żeby nie stracić punktów - przytomnie zauważył Robert Orzechowski, rozgrywający gości. Miejscowi bowiem - wraz z narastającym dopingiem kibiców - ocknęli się i sukcesywnie niwelowali stratę. W pewnym momencie było już 24-26, ale wówczas zabrzanom przytrafiła się "czarna seria" karnych. Pudłowali kolejno: Szolc, Chodara i Kąpa... - A przecież trener wielokrotnie powtarzał nam, że tego typu szanse muszą być zamieniane na gole. Nie zawsze jednak wygląda to tak jak się chce... - dodał Migała.
Szczypiorniści z Kwidzynia w porę nabrali jednak wiatru w żagle i raz jeszcze odskoczyli Ślązakom. - Przed nami ponad 1000 kilometrów drogi na potyczkę w Rumunii, dlatego pod koniec oszczędzaliśmy już nieco siły. Był to nasz czwarty mecz w ciągu tygodnia. Mamy więc prawo odczuwać zmęczenie - przyznał Orzechowski. - W zespole przeciwnika było widać pełne zawodowstwo. U nas natomiast po raz kolejny wyszedł brak profesjonalizmu, zwłaszcza przy wyprowadzaniu ataku pozycyjnego - podsumował Robert Nowakowski, trener NMC Powen.
W dodatku jeszcze przed przerwą miejscowi trzy razy grali w przewadze i... trzykrotnie ją przegrywali! - Nie było widać w naszych poczynaniach ciągu na bramkę. Zamiast gonić wynik, seryjnie obijaliśmy bramkarza - bił się w pierś Łukasz Szlinger, który przy słabszej dyspozycji Szolca, z dziewięcioma bramkami został najskuteczniejszym graczem spotkania.
- Mistrzostwa Europy pokazały, że kilka goli przewagi nie stanowi żadnej bezpiecznej przewagi. Do końca musieliśmy więc zachowywać czujność, żeby nie stracić punktów - przytomnie zauważył Robert Orzechowski, rozgrywający gości. Miejscowi bowiem - wraz z narastającym dopingiem kibiców - ocknęli się i sukcesywnie niwelowali stratę. W pewnym momencie było już 24-26, ale wówczas zabrzanom przytrafiła się "czarna seria" karnych. Pudłowali kolejno: Szolc, Chodara i Kąpa... - A przecież trener wielokrotnie powtarzał nam, że tego typu szanse muszą być zamieniane na gole. Nie zawsze jednak wygląda to tak jak się chce... - dodał Migała.
Szczypiorniści z Kwidzynia w porę nabrali jednak wiatru w żagle i raz jeszcze odskoczyli Ślązakom. - Przed nami ponad 1000 kilometrów drogi na potyczkę w Rumunii, dlatego pod koniec oszczędzaliśmy już nieco siły. Był to nasz czwarty mecz w ciągu tygodnia. Mamy więc prawo odczuwać zmęczenie - przyznał Orzechowski. - W zespole przeciwnika było widać pełne zawodowstwo. U nas natomiast po raz kolejny wyszedł brak profesjonalizmu, zwłaszcza przy wyprowadzaniu ataku pozycyjnego - podsumował Robert Nowakowski, trener NMC Powen.
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych