NMC Powen - Gdańsk 26-27. Wiosna na Pomorzu nadeszła szybciej...
20.03.2010
"W marcu, jak w garncu" - mówi popularne przysłowie. Obie drużyny dostosowały się do tego porzekadła i przeplatały całkiem niezłą dyspozycję, fatalną skutecznością. Wiosenna zupa ugotowana we wspomnianym naczyniu okazała się jednak strawna wyłącznie dla gdańszczan...
Miejscowi jeszcze długo będą rozpamiętywać to, co wydarzyło się w ostatniej akcji meczu. - Liczyliśmy, że piłka trafi do Chrapkowskiego, a rywal popisał się kombinacyjną akcją - bił się w pierś Marceli Migała, zawodnik NMC Powen, po tym, jak goście na trzy sekundy (!) przed końcową syreną zadali decydujący cios. - Bohaterem na pewno nie jest jeden człowiek i nie można przypisać mi całej zasługi - cieszył się Michał Wysokiński, autor "gwoździa programu".
Wcześniej obserwowaliśmy dramatyczną pogoń gospodarzy, a w rolę lidera wcielił się Mariusz Kempys, zdobywca siedmiu bramek. - Stało się tak dlatego, że każdy z nas zaczął grać po swojemu. Wyszedł brak zespołowości i chyba zbyt szybko uwierzyliśmy, że pojedynek jest już rozstrzygnięty - dodał rozgrywający AZS AWFIS, Robert Fogler, zdobywca siedmiu trafień.
Nic nie zapowiadało takiego obrotu sprawy, bo Pomorzanie po zmianie stron wbili zabrzanom aż sześć goli z rzędu. I to w przeciągu niespełna pięciu minut! - Wyszliśmy z szatni zbytnio rozprężeni. W przerwie podbudowywaliśmy się do walki, a na parkiecie zagraliśmy zupełnie inaczej - podkreślał wracający po kontuzji Michał Chodara, skrzydłowy gospodarzy.
Działo się również w pierwszej odsłonie. Grający falowo Ślązacy seryjnie tracili gole, ale od razu rzucali się do odrabiania. - To jest u nas najgorsze. Daliśmy się dogonić, mając cały mecz pod kontrolą. Jednak powitanie wiosny było w naszym wykonaniu efektywne - dodał Wysokiński.
Oprócz niego brylował zwłaszcza Chrapkowski, który wprowadzał sporo zamieszania w poczynania NMC Powen. Nerwowo było do tego stopnia, że miejscowi trzy razy gubili się podczas zmian. Na placu boju przebywało tylko pięciu zawodników i dopiero żywa reakcja publiczności powodowała trzeźwe spojrzenie na ławce rezerwowych i kompletowanie składu...
Było to pierwsze spotkanie zabrzan pod wodzą nowego trenera, Krzysztofa Przybylskiego. - Zaczniemy wnikliwie analizować powody porażki i liczę, że szybko wyciągniemy z niej wnioski. Niewykorzystane sytuacje zemściły się na nas ze zdwojoną siłą - zaznaczył szkoleniowiec.
Miejscowi jeszcze długo będą rozpamiętywać to, co wydarzyło się w ostatniej akcji meczu. - Liczyliśmy, że piłka trafi do Chrapkowskiego, a rywal popisał się kombinacyjną akcją - bił się w pierś Marceli Migała, zawodnik NMC Powen, po tym, jak goście na trzy sekundy (!) przed końcową syreną zadali decydujący cios. - Bohaterem na pewno nie jest jeden człowiek i nie można przypisać mi całej zasługi - cieszył się Michał Wysokiński, autor "gwoździa programu".
Wcześniej obserwowaliśmy dramatyczną pogoń gospodarzy, a w rolę lidera wcielił się Mariusz Kempys, zdobywca siedmiu bramek. - Stało się tak dlatego, że każdy z nas zaczął grać po swojemu. Wyszedł brak zespołowości i chyba zbyt szybko uwierzyliśmy, że pojedynek jest już rozstrzygnięty - dodał rozgrywający AZS AWFIS, Robert Fogler, zdobywca siedmiu trafień.
Nic nie zapowiadało takiego obrotu sprawy, bo Pomorzanie po zmianie stron wbili zabrzanom aż sześć goli z rzędu. I to w przeciągu niespełna pięciu minut! - Wyszliśmy z szatni zbytnio rozprężeni. W przerwie podbudowywaliśmy się do walki, a na parkiecie zagraliśmy zupełnie inaczej - podkreślał wracający po kontuzji Michał Chodara, skrzydłowy gospodarzy.
Działo się również w pierwszej odsłonie. Grający falowo Ślązacy seryjnie tracili gole, ale od razu rzucali się do odrabiania. - To jest u nas najgorsze. Daliśmy się dogonić, mając cały mecz pod kontrolą. Jednak powitanie wiosny było w naszym wykonaniu efektywne - dodał Wysokiński.
Oprócz niego brylował zwłaszcza Chrapkowski, który wprowadzał sporo zamieszania w poczynania NMC Powen. Nerwowo było do tego stopnia, że miejscowi trzy razy gubili się podczas zmian. Na placu boju przebywało tylko pięciu zawodników i dopiero żywa reakcja publiczności powodowała trzeźwe spojrzenie na ławce rezerwowych i kompletowanie składu...
Było to pierwsze spotkanie zabrzan pod wodzą nowego trenera, Krzysztofa Przybylskiego. - Zaczniemy wnikliwie analizować powody porażki i liczę, że szybko wyciągniemy z niej wnioski. Niewykorzystane sytuacje zemściły się na nas ze zdwojoną siłą - zaznaczył szkoleniowiec.
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych