NMC Powen - Gdańsk 24-28. "Problemem zabrzan jest krótka ławka"?
26.09.2009
Sporo emocji dostarczył pojedynek drużyn, które do soboty w ekstraklasie jeszcze nie zapunktowały. Większą nerwowość od początku spotkania dało się jednak wyczuć w zespole gospodarzy. Podopieczni trenera Roberta Nowakowskiego popełniali sporo prostych błędów, co spowodowało, że praktycznie od razu musieli gonić rywala. - Doskonale wiedzieliśmy jak gra ekipa z Gdańska, a mimo to trochę to potrwało, zanim potrafiliśmy zniwelować ich atuty - podkreślał Michał Szolc, grający menedżer NMC Powen. A było co odrabiać, bowiem po 20 minutach Pomorzanie prowadzili już 11-7.
W szeregach gospodarzy dwoił się i troił Chodara, ale oprócz niego tylko trzech szczypiornistów zabrzan potrafiło się zapisać przed przerwą na liście strzelców. U gości natomiast punktowało dwa razy więcej piłkarzy. Przyjezdni sporo bramek zdobyli przeprowadzając szybkie kontry i trud zawodników NMC Powen szedł na marne. - Mimo, że dochodziliśmy rywala, a nawet obejmowaliśmy prowadzenie, chyba za szybko się "podpalaliśmy" - rozkładał ręce Michał Chodara, skrzydłowy miejscowych. - Na treningach wygląda to nieźle, jednak gdy przychodzi do rywalizacji ligowej, to niektórzy chyba boją się odpowiedzialności za swój rzut - dodał.
W drugiej przerwie nie wyglądało to lepiej. Zawodnicy obu zespołów niemal przez całą część gry grali "punkt za punkt". Niemal... bo pod jej koniec "Akademicy" wypracowali sobie tak dużą przewagę, że miejscowi nie byli w stanie wyrównać. Największą krzywdę Ślązakom wyrządzał potężny Piotr Chrapkowski. - Na tym polegała ich gra. Spłaszczali naszą defensywę, a wówczas wysoki rozgrywający AZS-u miał ułatwione zadanie, jeśli chodzi o zdobywanie bramek - tłumaczył Szolc. - Nie była to może piękna gra z naszej strony, bo rywal był bardzo wymagający. Szczególnie dobrze spisywał się w defensywie - chwalił przegranych Piotr Chrapkowski, zawodnik gdańszczan. - Pierwsze punkty jadą jednak nad morze - cieszył się wraz z kolegami.
Radości również nie ukrywał szkoleniowiec przyjezdnych, Daniel Waszkiewicz. - Wszyscy twierdzili, że mamy najsłabszych bramkarzy w całej lidze, a oni dziś pokazali, że te opinie były zbyt pochopne - z radością podkreślał. - Myślę, że problemem zabrzan jest krótka ławka rezerwowych. Wysoka intensywność spotkania spowodowała, że musieli wejść zmiennicy podstawowej "siódemki" i dzięki temu udało nam się odskoczyć - zakończył Waszkiewicz.
W szeregach gospodarzy dwoił się i troił Chodara, ale oprócz niego tylko trzech szczypiornistów zabrzan potrafiło się zapisać przed przerwą na liście strzelców. U gości natomiast punktowało dwa razy więcej piłkarzy. Przyjezdni sporo bramek zdobyli przeprowadzając szybkie kontry i trud zawodników NMC Powen szedł na marne. - Mimo, że dochodziliśmy rywala, a nawet obejmowaliśmy prowadzenie, chyba za szybko się "podpalaliśmy" - rozkładał ręce Michał Chodara, skrzydłowy miejscowych. - Na treningach wygląda to nieźle, jednak gdy przychodzi do rywalizacji ligowej, to niektórzy chyba boją się odpowiedzialności za swój rzut - dodał.
W drugiej przerwie nie wyglądało to lepiej. Zawodnicy obu zespołów niemal przez całą część gry grali "punkt za punkt". Niemal... bo pod jej koniec "Akademicy" wypracowali sobie tak dużą przewagę, że miejscowi nie byli w stanie wyrównać. Największą krzywdę Ślązakom wyrządzał potężny Piotr Chrapkowski. - Na tym polegała ich gra. Spłaszczali naszą defensywę, a wówczas wysoki rozgrywający AZS-u miał ułatwione zadanie, jeśli chodzi o zdobywanie bramek - tłumaczył Szolc. - Nie była to może piękna gra z naszej strony, bo rywal był bardzo wymagający. Szczególnie dobrze spisywał się w defensywie - chwalił przegranych Piotr Chrapkowski, zawodnik gdańszczan. - Pierwsze punkty jadą jednak nad morze - cieszył się wraz z kolegami.
Radości również nie ukrywał szkoleniowiec przyjezdnych, Daniel Waszkiewicz. - Wszyscy twierdzili, że mamy najsłabszych bramkarzy w całej lidze, a oni dziś pokazali, że te opinie były zbyt pochopne - z radością podkreślał. - Myślę, że problemem zabrzan jest krótka ławka rezerwowych. Wysoka intensywność spotkania spowodowała, że musieli wejść zmiennicy podstawowej "siódemki" i dzięki temu udało nam się odskoczyć - zakończył Waszkiewicz.
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych