NMC Powen - Czuwaj 44-34. Udany rewanż, ale spacerku nie było

02.03.2013
Zabrzanie wygrali z Czuwajem wyżej niż z Piotrkowianinem, ale to przed tygodniem zawodnicy Cezarego Winklera mieli zdecydowanie większą przewagę. Ekipa z Przemyśla długo dotrzymywała kroku gospodarzom.
NMC Powen to jedyna drużyna w lidze, z którą Czuwaj wygrał w tym sezonie. Trener zabrzan mówił przed spotkaniem, że zawodnicy pałają rządzą rewanżu za "wstydliwą porażkę". Można się było spodziewać, że gospodarze będą chcieli efektownie i wysoko wygrać z przemyślanami. I chociaż wynik może sugerować, że było łatwo, miło i przyjemnie (zabrzanie rzucili najwięcej bramek w tym sezonie), to jednak nie można powiedzieć, że był to spacerek.

Przemyślanie co prawda ani razu nie wyszli na prowadzenie, ale pierwsza połowa była bardzo wyrównana. Początek spotkania zdecydowanie należał do Łukasza Kandory, którego praktycznie każdy rzut lądował w siatce. Bezpiecznej przewagi nie udało się jednak uzyskać, głównie za sprawą Pawła Stołowskiego, który ostatecznie bramkarzy Powenu pokonał ośmiokrotnie.

W bramce NMC mecz rozpoczął Sebastian Kicki. Jeszcze w pierwszej połowie został zmieniony przez Kazimierza Kotlińskiego, który między słupki wszedł, by obronić rzut karny. Za pierwszym razem rywal nie trafił w bramkę, za drugim golkiper spisał się wybornie i już został na placu gry do końca. Był to strzał w "10" bowiem reprezentant Białorusi spisywał się bardzo dobrze i to również jego zasługa, że do przerwy na tablicy widniał wynik 19-19.

Po przerwie piłkarze Winklera zaczęli grać skuteczniej, przez co z minuty na minutę zyskiwali coraz to większą przewagę. Trafiać zaczął Patryk Kuchczyński (w pierwszej połowie nie wykorzystał 2 z 3 rzutów karnych), a do strzeleckiej dyspozycji Kandory dostosowali się Vitalij Nat (8 bramek) i Mariusz Jurasik, który z 10 trafieniami został najlepszym strzelcem spotkania.

Cieszyć może nie tylko kolejna wygrana, ale też i powrót na boisko Remigiusza Lasonia, który wyleczył kontuzję ręki. Zawodnik nie rzucił choćby jednej bramki, zanotował za to dwuminutową karę. A tych było dosyć sporo - gospodarze zostali aż osiem razy musieli grać w osłabieniu. Czerwoną kartką ukarany został Łukasz Stodtko.
autor: Adrian Waloszczyk

Przeczytaj również