NMC Powen - Chrobry 32-30. Zabrzanie opuszczają ostatnie miejsce
07.11.2009
A już pierwsze minuty pokazały, że walka o zwycięstwo będzie się toczyć do samego końca. Oba zespoły nie potrafiły uzyskać większej przewagi niż dwie bramki różnicy. W szeregach gospodarzy prym wiedli Szolc i Chodara, który skutecznie wykańczał kontrataki. Zabrzanom nie udawało się jednak odskoczyć, gdyż nie potrafili zatrzymać kołowego Chrobrego, Palucha. - Uczulałem zespół, że to bardzo silny punkt rywala. Mieliśmy w obronie "obchodzić go", a nie próbować z nim walczyć - irytował się Robert Nowakowski, trener NMC Powen. - Na szczęście w drugiej połowie było już zdecydowanie lepiej.
Po przerwie na parkiecie ujrzeliśmy Kempysa i Rybarczyka, którzy mecz rozpoczęli na ławce. Ten drugi, oprócz skutecznego egzekwowania rzutów karnych, popisywał się także szybkim bieganiem do kontr, które z łatwością zamieniał na kolejne gole. To jednak nie przekładało się na wynik, który nadal oscylował wokół remisu, gdyż w szeregach gości potężnymi rzutami bramki zdobywał Piotrowski. - Ma bardzo szybką rękę i ciężko było wyczuć, w którą stronę mam się przesunąć - tłumaczył Bartłomiej Pawlak, który w bramce gospodarzy pojawił się jeszcze w pierwszej połowie, zmieniając Winklera.
To właśnie jego dobre interwencje pozwoliły obronić przewagę, jaką zabrzanie zdołali sobie wypracować po tym, jak boisko opuścił za uderzenie w twarz Szolca, Szymyślik. - To był kluczowy moment. Jego stratę bardzo mocno odczuliśmy - wyjaśniał Jacek Okpisz, szkoleniowiec Chrobrego. Po trafieniu Szolca, NMC Powen prowadził już 30-25 i wydawało się, że po raz pierwszy zabrzanie nie będą musieli drżeć do końca o wynik. - Kilka indywidualnych błędów zadecydowało o tym, że jednak było jeszcze dość nerwowo. Szkoda, ze nie trafił Robert Tatz, bo byłoby już wcześniej po meczu - kręcił głową grający menedżer zespołu.
- Gdybyśmy zagrali skuteczniej, to dwa punkty pojechałyby do Głogowa. Najbardziej szkoda niewykorzystanych kontr - rozkładał bezradnie ręce Grzegorz Piotrowski, który razem z Kutą mocno dawał się we znaki szczypiornistom z Zabrza. Właśnie rzut tego drugiego w ostatnich minutach w rewelacyjny sposób obronił Pawlak. - Dwa razy rzucił mi po lewym rogu, ale już kolejny raz wyczułem go i udało mi się odbić piłkę - z uśmiechem zaznacza golkiper NMC Powen. Dodajmy, że gdyby w tej sytuacji padła bramka, to Chrobry traciłby zaledwie jedną bramkę do miejscowych.
- Ten mecz powinniśmy wygrać, ale o tym, że przegraliśmy zadecydowała jeszcze pierwsza połowa. Gdy prowadziliśmy dwoma bramkami, to były kolejne sytuacje, by jeszcze bardziej odskoczyć. To się na nas zemściło - smucił się po meczu Okpisz. Wygrana gospodarzy spowodowała, że zrównali się oni liczbą punktów właśnie z drużyną z Głogowa i Śląskiem Wrocław, a dzięki temu opuścili ostatnie miejsce w tabeli.
Po przerwie na parkiecie ujrzeliśmy Kempysa i Rybarczyka, którzy mecz rozpoczęli na ławce. Ten drugi, oprócz skutecznego egzekwowania rzutów karnych, popisywał się także szybkim bieganiem do kontr, które z łatwością zamieniał na kolejne gole. To jednak nie przekładało się na wynik, który nadal oscylował wokół remisu, gdyż w szeregach gości potężnymi rzutami bramki zdobywał Piotrowski. - Ma bardzo szybką rękę i ciężko było wyczuć, w którą stronę mam się przesunąć - tłumaczył Bartłomiej Pawlak, który w bramce gospodarzy pojawił się jeszcze w pierwszej połowie, zmieniając Winklera.
To właśnie jego dobre interwencje pozwoliły obronić przewagę, jaką zabrzanie zdołali sobie wypracować po tym, jak boisko opuścił za uderzenie w twarz Szolca, Szymyślik. - To był kluczowy moment. Jego stratę bardzo mocno odczuliśmy - wyjaśniał Jacek Okpisz, szkoleniowiec Chrobrego. Po trafieniu Szolca, NMC Powen prowadził już 30-25 i wydawało się, że po raz pierwszy zabrzanie nie będą musieli drżeć do końca o wynik. - Kilka indywidualnych błędów zadecydowało o tym, że jednak było jeszcze dość nerwowo. Szkoda, ze nie trafił Robert Tatz, bo byłoby już wcześniej po meczu - kręcił głową grający menedżer zespołu.
- Gdybyśmy zagrali skuteczniej, to dwa punkty pojechałyby do Głogowa. Najbardziej szkoda niewykorzystanych kontr - rozkładał bezradnie ręce Grzegorz Piotrowski, który razem z Kutą mocno dawał się we znaki szczypiornistom z Zabrza. Właśnie rzut tego drugiego w ostatnich minutach w rewelacyjny sposób obronił Pawlak. - Dwa razy rzucił mi po lewym rogu, ale już kolejny raz wyczułem go i udało mi się odbić piłkę - z uśmiechem zaznacza golkiper NMC Powen. Dodajmy, że gdyby w tej sytuacji padła bramka, to Chrobry traciłby zaledwie jedną bramkę do miejscowych.
- Ten mecz powinniśmy wygrać, ale o tym, że przegraliśmy zadecydowała jeszcze pierwsza połowa. Gdy prowadziliśmy dwoma bramkami, to były kolejne sytuacje, by jeszcze bardziej odskoczyć. To się na nas zemściło - smucił się po meczu Okpisz. Wygrana gospodarzy spowodowała, że zrównali się oni liczbą punktów właśnie z drużyną z Głogowa i Śląskiem Wrocław, a dzięki temu opuścili ostatnie miejsce w tabeli.
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych