NMC Powen - Chrobry 29-34. "To my pokazaliśmy dziś śląski charakter!"
07.05.2010
Wraz z pierwszym gwizdkiem w szeregach gości - mających już tylko teoretyczne szanse na baraże - pojawiła się taka "nerwówka, że po pięciu minutach przegrywali już 0-5! Nie pomogły przerwy na żądanie trenera Jacka Okpisza, nie pomogły też zmiany bramkarzy ani minuty spędzone w przewadze. Przyznać jednak trzeba, że zabrzanie w mecz weszli podręcznikowo.
Dość powiedzieć, że przed przerwą aż siedmiu zawodników NMC Powen wpisało się na listę strzelców. Brylowali zwłaszcza Mariusz Kempys i Michał Chodara. Chrobry z kolei przeciwstawił się... jednym "żądłem", bo gdyby nie Maciej Ścigaj (w pierwszej połowie autor dziewięciu trafień) to głogowianie mogliby śmiało tę potyczkę oddać walkowerem. - Na moje gole pracowała jednak cała drużyna. Dobrze się stało, że kiedy nie szło kolegom z zespołu, to ja mogłem im pomóc w trudnych momentach. W końcu przegrywaliśmy już 8-15... - powiedział snajper gości.
W głównej mierze za jego sprawą pojedynek nabrał rumieńców. Zwłaszcza po przerwie, kiedy to w ciągu dwóch minut rozgrywający zniwelował straty do zaledwie dwóch bramek. A gdy za czerwoną kartkę z parkietu wyleciał obrotowy NMC Powen, Dariusz Mogielnicki, przyjezdni złapali wiatr w żagle. - Nagle stanęliśmy w miejscu. Mieliśmy jeszcze kilka stuprocentowych sytuacji. Uczulaliśmy się wzajemnie, że ta rywalizacja nie jest jeszcze przesądzona. Nasza gra w defensywie pozostawiała jednak wiele do życzenia - bił się w pierś Mariusz Kempys.
Na efekty nie trzeba było długo czekać, a do Ścigaja dołączył Tomasz Mochnocki. Stąd na tablicy wyników pojawił się rezultat 26-26 i "zabawa" zaczęła się od nowa. Do śmiechu było jednak jedynie 10-osobowej ekipie kibiców Chrobrego, którzy z każdą upływającą minutą prezentowali na hali "Pogoń" coraz to głośniejszy doping. Ich pupile także zagrali koncertowo i skorzystali z licznych prezentów rywala. - To my pokazaliśmy dziś śląski charakter! - śmiał się Ścigaj.
- W drugiej połowie zabrakło nie tyle gry z kontry, co skuteczności. Szkoda, bo przegraliśmy to spotkanie za wysoko - dodał szkoleniowiec tegorocznego spadkowicza, Krzysztof Przybylski.
Dość powiedzieć, że przed przerwą aż siedmiu zawodników NMC Powen wpisało się na listę strzelców. Brylowali zwłaszcza Mariusz Kempys i Michał Chodara. Chrobry z kolei przeciwstawił się... jednym "żądłem", bo gdyby nie Maciej Ścigaj (w pierwszej połowie autor dziewięciu trafień) to głogowianie mogliby śmiało tę potyczkę oddać walkowerem. - Na moje gole pracowała jednak cała drużyna. Dobrze się stało, że kiedy nie szło kolegom z zespołu, to ja mogłem im pomóc w trudnych momentach. W końcu przegrywaliśmy już 8-15... - powiedział snajper gości.
W głównej mierze za jego sprawą pojedynek nabrał rumieńców. Zwłaszcza po przerwie, kiedy to w ciągu dwóch minut rozgrywający zniwelował straty do zaledwie dwóch bramek. A gdy za czerwoną kartkę z parkietu wyleciał obrotowy NMC Powen, Dariusz Mogielnicki, przyjezdni złapali wiatr w żagle. - Nagle stanęliśmy w miejscu. Mieliśmy jeszcze kilka stuprocentowych sytuacji. Uczulaliśmy się wzajemnie, że ta rywalizacja nie jest jeszcze przesądzona. Nasza gra w defensywie pozostawiała jednak wiele do życzenia - bił się w pierś Mariusz Kempys.
Na efekty nie trzeba było długo czekać, a do Ścigaja dołączył Tomasz Mochnocki. Stąd na tablicy wyników pojawił się rezultat 26-26 i "zabawa" zaczęła się od nowa. Do śmiechu było jednak jedynie 10-osobowej ekipie kibiców Chrobrego, którzy z każdą upływającą minutą prezentowali na hali "Pogoń" coraz to głośniejszy doping. Ich pupile także zagrali koncertowo i skorzystali z licznych prezentów rywala. - To my pokazaliśmy dziś śląski charakter! - śmiał się Ścigaj.
- W drugiej połowie zabrakło nie tyle gry z kontry, co skuteczności. Szkoda, bo przegraliśmy to spotkanie za wysoko - dodał szkoleniowiec tegorocznego spadkowicza, Krzysztof Przybylski.
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych