"Nie spodziewałem się, że aż tyle problemów spotka mnie w Chorzowie"
08.10.2013
Póki co sezon układa się dla "Niebieskich" fatalnie, a już blamaż z Pogonią Szczecin we własnej hali wprowadził do klubu sporo nerwowości. Przyznam szczerze, że takich problemów nie przewidywałem. Analizowałem pierwszą połowę sobotniego meczu z Pogonią. Choć nie była najgorsza, to - zanim zmierzę się z drugą, która była znacznie gorsza do strawienia - muszę odpocząć. Odreagować - mówi w rozmowie ze "Sportem".
Problem Ruchu może tkwić w... głowach. - To jest największa zagadka, bo na treningach zespół wygląda naprawdę dobrze, a w momencie wyjścia na parkiet następuje paraliż, dziewczyny zachowują się zupełnie inacej. Na rozruchu przed meczem ze Szczecinem nic nie zapowiadało kolejnej klęski. Zawodniczki wyglądały na zmotywowane, gotowe do walki. Kilka godzin później mamy pierwszy gwizdek i nie poznaję drużyny - żali się Wąs.
W związku z tym chorzowianki czeka wizyta u psychologa. - Najlepszym psychologiem powinien być trener. Niemniej, przemyślałem sprawę i w najbliższy piątek spotykamy się z panią psycholog. Kiedyś już współpracowałem z Kamilem Wódką, który opiekował się również Adamem Małyszem i dawało to efekty. Musimy więc spróbować i tego. Jestem urodzonym zwycięzcą i każde niepowodzenie bardzo mnie boli. Cierpię straszliwie po każdej porażce, jak zbity pies. Cały czas jednak wierzę w ten zespół, że odbije się od dna. Co nas nie zabiło, czyli te pięć porażek, to musi nas wzmocnić - kończy.
Problem Ruchu może tkwić w... głowach. - To jest największa zagadka, bo na treningach zespół wygląda naprawdę dobrze, a w momencie wyjścia na parkiet następuje paraliż, dziewczyny zachowują się zupełnie inacej. Na rozruchu przed meczem ze Szczecinem nic nie zapowiadało kolejnej klęski. Zawodniczki wyglądały na zmotywowane, gotowe do walki. Kilka godzin później mamy pierwszy gwizdek i nie poznaję drużyny - żali się Wąs.
W związku z tym chorzowianki czeka wizyta u psychologa. - Najlepszym psychologiem powinien być trener. Niemniej, przemyślałem sprawę i w najbliższy piątek spotykamy się z panią psycholog. Kiedyś już współpracowałem z Kamilem Wódką, który opiekował się również Adamem Małyszem i dawało to efekty. Musimy więc spróbować i tego. Jestem urodzonym zwycięzcą i każde niepowodzenie bardzo mnie boli. Cierpię straszliwie po każdej porażce, jak zbity pies. Cały czas jednak wierzę w ten zespół, że odbije się od dna. Co nas nie zabiło, czyli te pięć porażek, to musi nas wzmocnić - kończy.
Polecane
Piłka ręczna
Przeczytaj również
03.12.2014
03.12.2014
Silesia Cup z udziałem KPR Ruch
26.11.2014
26.11.2014
Monika Migała wśród wyróżnionych