Neulengbach - Racibórz 0-1. Pielgrzymka do Częstochowy obowiązkowa

07.10.2009
- Jak z szesnastu "setek” wykorzystuje się tylko dwie, to nie da się awansować - Remigiusz Trawiński, trener Unii Racibórz, nie krył irytacji po odpadnięciu jego zespołu z Ligi Mistrzów.
Jeszcze długo po ostatnim gwizdku na stadionie kibice miejscowych przy piwku i muzyce świętowali awans swoich pupilek do 1/8 finału. Radość była w pełni uzasadniona, gdyż chyba tylko cud uratował mistrza Austrii przed odpadnięciem z europejskich pucharów. - Powinni za to przyjść z pielgrzymką do Częstochowy - można było usłyszeć wśród grupki fanów z Polski.

- Ile można mieć sytuacji i ich nie wykorzystać? - pytała Daria Kasperska, obrończyni Unii, gdy jej koleżanki z ataku marnowały raz za razem sytuacje sam na sam. - Już w pierwszej połowie powinnyśmy odrobić straty z nawiązką (Unia w pierwszym meczu przegrała 1-3 - przyp. red.) - przyznała Anna Sznyrowska, napastniczka przyjezdnych, która nie trafiła do pustej bramki. Źle nastawione celowniki miały również Wiśniewska i to trzykrotnie oraz Winczo, i Żelazko. - Zabrakło zimnej krwi - rozkładała bezradnie ręce Sznyrowska.

Bezradny był chyba również trener raciborzanek. - Jak z szesnastu "setek” w dwumeczu wykorzystuje się tylko dwie, to nie da się awansować - denerwował się Trawiński. Zakończenie przygody z pucharami boli szczególnie, że rywal był do ogrania. Spokojnie mogłyśmy przejść do kolejnej fazy, a kończymy zmagania już na samym wstępie - stwierdziła załamana "Sznurek".
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również