Miłe złego początki, a koniec...

13.09.2009
- Wszystko rozegrało się w naszych głowach. Niepotrzebnie daliśmy się Nielbie odrodzić - przyznaje Mariusz Kempys, gracz NMC Powen, który bliski był zdobycia pierwszych punktów w sezonie.
Do 25. minuty konfrontacji z Nielbą Wągrowiec, NMC Powen był o krok od pierwszej wiktorii na parkietach ekstraklasy w tym sezonie. Do tego momentu składne akcje zakończone efektownymi bramkami powodowały, że ręce zabrzańskich sympatyków handballu same składały się do oklasków, a gospodarze mieli zespół przyjezdnych na przysłowiowym "widelcu".

Pod koniec pierwszej części gry stało się jednak coś nieoczekiwanego. W szykach obronnych Ślązaków zrobił się bałagan, jak nie przymierzając w damskiej torebce, co skrzętnie wykorzystali goście, zdobywając cztery gole z rzędu. - Nie znam dokładnie przyczyn tak słabej gry w ataku we wspomnianym momencie - przyznaje Mariusz Kempys, jeden z najbardziej doświadczonych szczypiornistów w talii szkoleniowca Roberta Nowakowskiego.

Przeczytaj relację z meczu NMC Powen - Nielba 25-30 >

- Wydaje mi się, że wszystko rozegrało się w naszych głowach. Niepotrzebnie daliśmy się Nielbie odrodzić. Ponadto w drugiej połowie zbyt dużo razy "łapaliśmy" kary i nasza gra w obronie nie uległa już poprawie. Jesteśmy dobrze przygotowani do sezonu, tym bardziej dziwić może to, że nie umiemy konsekwentnie - od pierwszej do ostatniej minuty - realizować tego, co założyliśmy sobie w szatni - kręci głową Kempys.

Zabrzanie szybko muszą dojść do źródła problemu i znaleźć na niego panaceum, bo już za tydzień czeka ich pojedynek z mistrzem Polski, Vive Targi Kielce.
autor: Krzysztof Dębowski

Przeczytaj również