Katowice - Łęczna 1-1. Komplet punktów zatrzymała poprzeczka

19.09.2009
- Uderzyłam z prostego podbicia przed siebie - uśmiechała się Emilia Szymula, napastniczka Górnika Łęczna, której gol był ozdobą pojedynku z Ampoolem Katowice.
Do stolicy Górnego Śląska przyjechał lider I ligi gr. południowej. Od pierwszych minut goście chcieli pokazać kto tu rządzi. Szymula zdecydowała się na strzał z 25 metrów. Piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do bramki. - Przyznam się, że nie mierzyłam w ten sposób. Uderzyłam z prostego podbicia no i wyszło całkiem ładnie - zdradziła zadowolona autorka gola.

Miejscowe zabrały się za odrabianie strat. Mimo kilku dogodnych okazji, nie mogły jednak znaleźć recepty na pokonanie Derbich, która między słupkami zastąpiła Kiedrzynek (Katarzyna Kiedrzynek w tym dniu broniła barw "Biało-Czerwonych" w meczu z Ukrainą . - Jak się nie potrafi przymierzyć w światło bramki, to nie można wygrać - irytował się Mirosław Woźnica, trener Ampoolu. Pierwszą, która to uczyniła była Wójcik. Piłka wpadła nawet do siatki, ale prowadząca to spotkanie Stanik odgwizdała pozycję spaloną. - Ola Adamska "paliła". Ja jednak nie. Wbiegłam z głębi pola - kapitan miejscowych nie mogła pogodzić się z decyzją arbiter.

Drugie trafienie Wojcik w samej końcówce spotkania zostało już zaliczone. Katowiczanki chciały za wszelką cenę zdobyć komplet punktów. Jeden z ostatnich zrywów mógł przynieść efekt. Strzał rozpaczy Noras zatrzymał się jednak na poprzeczce. - Na Śląsk wybraliśmy się w osłabieniu, dlatego mocno obawiałem się tego pojedynku. Remis brałbym w ciemno - podsumował Mirosław Staniec, trener Górnika. Mniej powodów do radości miał szkoleniowiec gospodyń. - Po raz kolejny tracimy "oczka" przez błąd, który nie powinien się przydarzyć. Mamy młodą drużynę, która jeszcze sporo musi się nauczyć - zakończył Woźnica.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również