Górnik Zabrze zdał generalną próbę przed ligą

30.08.2013
Szczypiorniści Górnika Zabrze zdali generalną próbę przed inauguracją PGNiG Superligi Mężczyzn. W piątkowy wieczór przy Wolności drużyna Patrika Liljestranda rozbiła Piotrkowianina.
Dwumecz z Piotrkowianinem Piotrków Trybunalski był dla Górnika Zabrze próbą generalną przed inaugurującym starcia ligowe meczem z Vive Targami Kielce. "Trójkolorowi" do pojedynku podeszli wzmocnieni wracającymi po urazach Sebastianem Suchowiczem i Robertem Orzechowskim. Cały mecz na ławce rezerwowych przesiedział z kolei Patryk Kuchczyński, który jeszcze nie doszedł do pełni sił po urazie skręcenia stawu skokowego.

Od początku mecz przebiegał pod dyktando zabrzan, którzy dobrze bronili i wyprowadzali zabójcze kontry, co odnalazło swoje odzwierciedlenie w wyniku 7-4 dla Górnika, który widniał na tablicy wyników w pierwszych fragmentach gry. Zabrzanie nie zamierzali spuszczać z tonu i na pięć minut przed przerwą prowadzili już pięcioma bramkami. Wtedy też w szeregi śląskiej drużyny wkradło się rozluźnienie, które starali się wykorzystać piotrkowianie.

Goście doszli Górnika na dystans dwóch bramek i być może zdobyli by jeszcze jedną, gdyby nie Liljestrand, który poprosił o czas na dziesięć sekund przed gwizdkiem na przerwę. Po wznowieniu gry to jego drużyna powinna zdobyć trzecią bramkę, ale po rzucie Mariusza Jurasika piłka przeleciała nad bramką. Na przerwę zawodnicy obu drużyn schodzili z prowadzeniem ekipy z Zabrza 16-14.

Wynik ten stał się nieaktualny już po trzech akcjach gospodarzy w drugiej połowie. Ci bowiem rzucili się od pierwszych sekund na zaskoczonych piotrkowian, rzucając sześć bramek z rzędu, przy zaledwie jednej straconej. W efekcie po niespełna pięciu minutach gry po przerwie na tablicy widniał wynik 22-15 i wiadomo było już wówczas, że Piotrkowianin przy Wolności raczej niespodzianki nie sprawi.

Tak też się stało. Z biegiem czasu Górnik dochodził nawet do 8-9 bramkowego prowadzenia. Piotrkowianie wobec rozpędzających się zabrzan byli bezradni, nie najlepsza była też skuteczność w ich wykonaniu. Co prawda po burze, jaką z trakcie czasu na żądanie sprawił gościom ich trener Tadeusz Jednoróg ci wzięli się do odrabiania strat i doprowadzili stan meczu do wyniku 30-25, ale końcówka należała już tylko do gospodarzy, którzy wrócili do ośmiobramkowego prowadzenia, nie oddając go już do końcowego gwizdka sędziego.
autor: Marcin Ziach

Przeczytaj również