Górnik - Legionowo 38-26. Dominacja całkowita "Trójkolorowych"

13.10.2013
Górnik Zabrze ani na moment nie zostawiał złudzeń beniaminkowi z Legionowa, jak wielka różnica dzieli oba zespoły. Drużyna Patrika Liljestranda zagrała efektownie i wysoko wygrała.
Trener Patrik Liljestrand pojedynek z beniaminkiem z Legionowa potraktował... eksperymentalnie. Nie w sposób było oprzeć się wrażeniu, że kibice szczelnie wypełniający halę przy Wolności są świadkami meczu sparingowego. Górnik rozpoczął potyczkę z najmłodszym w kadrze Mateuszem Korneckim na bramce, a na ławce siedzieli m.in. Sebastian Suchowicz, Mariusz Jurasik czy Bartłomiej Tomczak.

Przegląd kadr szwedzkiemu szkoleniowcowi zabrzan wyszedł rewelacyjnie. Od pierwszego gwizdka sędziego gospodarze zdominowali rywala wychodząc na pewne, pięciobramkowe prowadzenie. Duża w tym zasługa świetnej skuteczności "Trójkolorowych" i wcześniej wspomnianego Korneckiego, który zaliczył kilka bardzo dobrych interwencji. jeśli dodamy do tego, że goście z Legionowa fatalnie pudłowali z rzutów karnych (pierwszą połowę kończyli z zaledwie jednym wykorzystanym karnym na cztery próby) - otrzymujemy obraz pierwszej połowy spotkania, podczas której drużyna z Zabrza prowadziła pewnie i bezproblemowo, ani na moment nie schodząc poniżej 5-6 bramek przewagi.

Obraz gry nie zmienił się po przerwie. Szczypiorniści Górnika od początku drugiej połowy rozpoczęli odjazd rywalowi, krop po kroku podwyższając swoje prowadzenie z pięciu do dziesięciu bramek przewagi. W ostatnim kwadransie ekipa z Zabrza wychodziła nawet na 12-13 bramkowe prowadzenie, dając tym samym wyraz swojej całkowitej dominacji w tym spotkaniu. Inicjatywy gospodarze nie oddali już do samego końca, ostatecznie zwyciężając pewnie, wysoko i w pełni zasłużenie. Beniaminek PGNiG Superligi Mężczyzn otrzymał na Śląsku surową lekcję handballa, ale z tak niską skutecznością i brakiem efektywności w ofensywie na więcej legnionowianie liczyć nie mogli.

Przeczytaj również