Górnik - Chrobry 31-20. Dominacja całkowita "Trójkolorowych"

09.11.2013
Szczypiorniści Górnika Zabrze poszli w ślady piłkarzy śląskiego klubu i sięgnęli po komplet punktów w meczu z KPR SPR Chrobrym Głogów. Zwycięstwo gospodarzom przyszło niezwykle łatwo.
Hala przy Wolności była sobotniego popołudnia niezwykle głośna. Duży udział miała w tym grupa kibiców gości z Głogowa, która w kilkunastuosobowym składzie stawiła się na Śląsku i przez cały mecz głośno, przy udziale bębnów i klekotek dopingowała swój zespół. Aktywni byli także kibice "Trójkolorowych", a na loży VIP zasiedli m.in. wiceprezydent miasta Zabrze Krzysztof Lewandowski, prezes Górnika Zabrze Artur Jankowski czy asystent selekcjonera reprezentacji Polski Bogdan Zając.

Początek meczu jak marzenie ułożył się dla gospodarzy. Pierwsze minuty były co prawda spokojne, ale kiedy już szczypiorniści Górnika się wstrzelili, to z minuty na minutę powiększali swoje prowadzenie, prowadząc już w pierwszych fragmentach 5-0. Pierwsze minuty miały kluczowe znaczenie dla biegu wydarzeń przed przerwą. Zabrzanie nie byli bowiem gościnni, unikali prostych błędów w obronie i ani na moment nie pozwolili Chrobremu podejść się na dystans bliższy niż cztery bramki.

Raz jeszcze tempo drużyna Patrika Liljestranda podkręciła w końcowych fragmentach gry przed przerwą, powiększając swoją przewagę do siedmiu bramek. Z taką też przewagą ekipa ze Śląska schodziła na przerwę, a bohaterami pierwszej odsłony byli bezspornie Michał Kubisztal i Bartłomiej Tomczak, autorzy kolejno sześciu i pięciu trafień w pierwszej połowie.

Ułożony przed przerwą scenariusz realizował się też w drugiej części gry. Co prawda zabrzanie rozpoczęli ją nieco ospale i już na starcie stracili dwie bramki, ale wkrótce wrócili do swojego rytmu i znów legitymowali się najpierw siedmioma, a momentami nawet dziesięcioma bramkami przewagi. Kolejne dwie bramki zabrzanie rzucili grając w przewadze, powiększając swoje prowadzenie do dwunastu trafień.

Takiej przewagi nie w sposób było roztrwonić. Zwłaszcza, że głogowianie stracili już wiarę na uratowanie twarzy, atakując mozolnie i bez pomysłu. Dawało to Górnikowi sposobność do wyprowadzania szybkich kontrataków, które zabrzanie umiejętnie wykańczali.

Do końcowego gwizdka na placu gry nie wytrzymał Dariusz Mogielnicki, który na nieco ponad dwie minuty przed końcem spotkania został zniesiony z parkietu. Na jego lewe kolano natychmiast został nałożony lodowy okład.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również