Górnik - Azoty 34-33. Świetne widowisko i pierwsze zwycięstwo

17.05.2014
Kto zrezygnował z oglądania dzisiejszego meczu, naprawdę musi żałować! Już dawno w zabrzańskiej hali "Pogoń" nie było tylu emocji. Górnik pokonał w pierwszym meczu o brąz Azoty Puławy jedną bramką.
Norbert Barczyk/Pressfocus
Kibice Górnika przyzwyczaili się już do tego, że przed własną publicznością ich zespół szybko uzyskuje przewagę, którą kontroluje lub jeszcze powiększa w drugiej połowie. Dzisiaj zawodnicy "Trójkolorowych" i Azotów wynagrodzili fanom nieco nudniejsze poprzednie spotkania.

Zabrzanie w pierwszej części prowadzili, ale nie potrafili wyrobić sobie bezpiecznej przewagi i na przerwę oba zespoły schodziły przy dwubramkowym prowadzeniu gospodarzy. Drugą połowę lepiej rozpoczęły Azoty, które po pięciu minutach wyszły na prowadzenie.

Górnik nie miał pomysłu jak pokonać, będącego w bardzo dobrej dyspozycji, Macieja Stęczniewskiego. To też dzięki niemu goście w 46. minucie prowadzili 28-25, przez co w Zabrzu pachniało czwartą z rzędu porażką "Trójkolorowych" w fazie play-off.

Na szczęście, zabrzanie wzięli się w garść i zaczęli celniej rzucać. W 54. minucie do remisu 32-32 doprowadził Michał Kubisztal. Trener gości, Bogdan Kowalczyk, wziął czas dla swojego zespołu. Przerwa jednak lepiej wpłynęła na gospodarzy - najpierw skutecznie interweniował Mateusz Kornecki, a chwilę później kolejne trafienie zaliczył Robert Orzechowski, dzięki czemu zabrzanie wyszli na prowadzenie.

Na niecałe dwie minuty przed końcem, Górnik prowadził 34-33. Gdy puławianie konstruowali atak, piłkę nogą zagrał Bartłomiej Tomczak, przez co sędzia wykluczył go na dwie minuty. Puławianie nie potrafili wykorzystać gry w przewagi i zabrzanie, na kilkadziesiąt sekund przed końcem spotkania, stanęli przed szansą, by zdobyć bramkę, która przesądziłaby już o ich zwycięstwie.

Górnik powinien akcję rozgrywać jak najwolniej, by puławianom zabrakło już czasu na ewentualną kontrę. Vitalij Nat oddał jednak - na kilkanaście sekund przed końcem - rzut, z którym poradził sobie Stęczniewski. Azoty ruszyły do ataku, który wydawało się, że zakończy się trafieniem. Akcję faulem przerwał Mariusz Jurasik, który otrzymał czerwoną kartkę, która wyklucza go z udziału w jutrzejszym meczu.

Oznaczało to, że gospodarze kończyli mecz... w pięciu zawodników. Trener Kowalczyk chciał jeszcze zwiększyć przewagę i wprowadził za bramkarza kolejnego gracza z pola. Na ostatnią akcję goście mieli zaledwie cztery sekundy i - ku uciesze żywiołowo reagującej publiczności - czas ten okazał się zbyt krótki, by doprowadzić do wyrównania. Po rozegranej akcji goście ruszyli w kierunku sędziów. Okazało się, że emocji nie wytrzymał... zegar, który nie odliczył ostatnich czterech sekund. Powtórki akcji jednak nie było.

Jutro w Zabrzu odbędzie się drugie spotkanie. Górnik będzie miał problem - zagra bez jednego z liderów - Jurasika. Początek meczu o 16:00.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również