Wpuścił "babola", ale o miejsce w bramce może być spokojny

25.09.2011
- Marcin Suchański nie powinien był dopuścić do utraty pierwszego gola. Bramkarz z ekstraklasowym stażem nie ma prawa popełniać takich gaf - ganił Grzegorz Żmija, trener bramkarzy Ruchu Radzionków.
W 43. minucie derbowego pojedynku, sędzia Jarosław Rynkiewicz podyktował rzut wolny dla gości z Gliwic. Do futbolówki ustawionej nieopodal lewego narożnika pola karnego radzionkowian podszedł Rafał Pietrzak. Wydawało się, że dośrodkowanie byłego obrońcy Górnika Zabrze padnie łatwym łupem Suchańskiego. 34-latek, ku rozpaczy miejscowych fanów, "wypluł" jednak piłkę przed siebie. Z prezentu błyskawicznie skorzystał Łukasz Krzycki.

- Teraz, "na gorąco" nie jestem w stanie powiedzieć, co się wtedy dokładnie stało. Chłopcy w szatni mówili, że zanim zagrywana przez Pietrzaka piłka trafiła mnie w tył ręki, odbiła się jeszcze po drodze od czyjejś głowy - analizował feralną sytuację Suchański.

- Nie chcę się jednak w żadnym wypadku tłumaczyć lub zastanawiać, co by było, gdybym zdecydował się nie wychodzić do wrzutki i pozostać między słupkami. W piłkarskich podręcznikach „czarno na białym” jest napisane, że gdy bramkarz opuszcza swoją "świątynię", musi zrobić wszystko, co w jego mocy, by zażegnać niebezpieczeństwo. Ja tego nie zrobiłem, dlatego winę za utratę pierwszego gola w całości biorę na siebie. Chciałem pomóc kolegom, a wyszedł z tego niezły galimatias... - wzdychał smutny Suchański.

W ostatnich tygodniach przy Narutowicza zaskakująco często dochodzi do zmian na pozycji bramkarza. - Ta rotacja była poniekąd spowodowana moimi problemami zdrowotnymi. Przed meczem z Zawiszą nie czułem się w stu procentach zdrowy, dlatego między słupki wszedł Mateusz Mika – wyjaśnił były golkiper bytomskiej Polonii.

Mika stracił miejsce w składzie po wysokiej porażce z Pogonią. - Po szczegółowej analizie konfrontacji w Szczecinie, doszedłem do wniosku, że Mateusz nie uniknął tam kilku błędów. Przekazałem wówczas swoje spostrzeżenia reszcie sztabu szkoleniowego, zaznaczając, iż zachodzi konieczność ponownej rotacji na tej pozycji - stwierdził Żmija.

- Podejmując taką, a nie inną decyzję, miałem również na względzie małe doświadczenie Miki na szczeblu I-ligowym. Nigdy nie wiadomo, jak na psychice, wchodzącego dopiero do poważnej piłki bramkarza, odbije się puszczenie pięciu goli w jednym spotkaniu. Woleliśmy nie ryzykować, dlatego do podstawowego składu na mecz z Wartą desygnowaliśmy Suchańskiego – wyjaśnił wieloletni zawodnik Polonii Bytom, także tej ekstraklasowej (8 gier jesienią 2007 roku).

- Przeciwko ekipie z Poznania Marcin zagrał przyzwoicie, nie dając nam żadnych powodów do narzekań. Co prawda z warszawską Polonią znów zagrał Mateusz, ale tylko dlatego, że już jakiś temu ustaliliśmy, iż spotkania w Pucharze Polski „rezerwujemy” dla Miki bądź Adamka. Gdyby ten ostatni nie musiał zmagać się z kontuzją, to właśnie on broniłby dostępu do naszej bramki w minioną środę - mówił Żmija, którego zapytaliśmy także o aktualną hierarchię golkiperów przy Narutowicza.

- Na chwilę obecną bramkarzem pierwszego wyboru jest Suchański. Poza tym jednym „klopsem”, z którego wagi Marcin doskonale zdaje sobie sprawę, w starciu z Piastem nie przytrafiła mu się druga, tak niefortunna interwencja. Powiem więcej - swoimi kilkoma wysokiej klasy interwencjami „Suchy” uchronił nas od wyższej porażki - dodał Żmija.
autor: Tomasz Majka

Przeczytaj również