Utex - ŁKS 57-64. Koszykarki z Rybnika szukały własnego cienia

18.10.2009
- Można przegrać, ale nie wolno przejść obok meczu. To jest jakieś nieporozumienie - wściekał się po porażce z ŁKS-em Łódź trener Uteksu, Mirosław Orczyk.
ROW przegrał, prezentując fatalny styl. - To była szkolna koszykówka - przyznał Orczyk. Jego podopieczne od pierwszych sekund były wolniejsze i grały bez żadnego ładu zarówno w defensywie, jak i w ataku. Nie do zatrzymania dla miejscowych była przede wszystkim Białorusinka Novikava, która w przeciągu 20 minut zdobyła aż 18 punktów! Gdyby nie trzy celne rzuty Sibory zza linii 6,25, to Utex przegrywałby do przerwy znacznie wyżej niż 13 "oczkami".

- W każdym elemencie popełniałyśmy błędy, a obrona w pierwszej połowie była skandaliczna. Nie wzięłyśmy pod uwagę, że ŁKS umie grać w koszykówkę. Musimy usiąść i poważnie porozmawiać - powiedziała doświadczona zawodniczka Rybnika, Agnieszka Jaroszewicz.

W drugiej odsłonie ekipa gospodarzy trochę się obudziła. Łodziankom trudno było zatrzymać pod koszem Hampton. Ta jednak momentami pudłowała w bardzo prostych sytuacjach. Zespół gości "dowiózł" bezpieczną przewagę do końca meczu. - Wytrzymaliśmy presję wyniku, gdy z kilkunastopunktowego prowadzenia zrobiło się zaledwie kilka "oczek". Bardzo rozsądna gra, bez fajerwerków, przyniosła skutek - cieszył się szkoleniowiec ŁKS-u, Mirosław Trześniewski.

W zgoła odmiennym nastroju był natomiast trener ROW-u, który już podczas spotkania wrzeszczał i uderzał ze złości w bandy reklamowe. - Dla mnie to totalna porażka. Zespół, który ma problem w ataku, musi zasuwać w obronie. Można przegrać, ale nie wolno przejść obok meczu. To jest jakieś nieporozumienie. To są przecież profesjonalni gracze. My natomiast biegaliśmy jak gamonie po boisku i szukaliśmy swojego cienia - komentował zbulwersowany Orczyk.
autor: Sebastian Skierski

Przeczytaj również