Trener "Cidrów": Nigdy bym nie chciał przeżyć czegoś takiego drugi raz

01.11.2010
Zaskakująca wygrana Ruchu z Piastem została w cieniu tego, co się stało przed i po meczu. Strajk piłkarzy "Cidrów" prezes Baran odczytał jako wotum nieufności i oddał się do dyspozycji zarządu.
Sobotni mecz Ruchu Radzionków z Piastem Gliwice był z gatunku tych, po których oddanego kibica boli głowa. Emocji było wiele, nie tylko związanych z boiskiem. Zaczęło się od zaskakującej informacji podanej przez spikera, że piłkarze "Cidrów" wyjdą na spotkanie z dziesięciominutowym opóźnieniem. - To najtrudniejsze chwile dla każdego trenera. Bardzo mi przykro, że do takiego incydentu doszło, natomiast rozumiem zachowanie piłkarzy. Nigdy nie chciałbym jednak przeżywać drugi raz takiej sytuacji - mówił już po spotkaniu Rafał Górak.

Strajk jego drużyny rozzłościł kibiców, którzy dali temu wyraz, gdy zawodnicy wreszcie pojawili się na murawie. - Ruch to my, a nie wy! - wykrzykiwali. - Jeśli chcemy być profesjonalnym klubem I-ligowym, musimy pracować na normalnych warunkach. Chcemy po prostu, by zawsze tego 10. czy 15. mieć "coś dla siebie" - tłumaczył potem Piotr Rocki.

On i cała drużyna Ruchu wiedziała, że decyzja o opóźnieniu meczu będzie brzemienna w skutkach. Szok przeżyli natomiast kibice, gdy prezes Tomasz Baran ogłosił, że oddaje się do dyspozycji zarządu. - Wiedziałem o zamiarach drużyny dzień przed meczem. Poinformowałem zawodników, że oddam się w ręce zarządu, jeśli nie zmienią zdania. Nie udało mi się przemówić im do zdrowego rozsądku. Taki incydent na pewno nie pomaga w zawiązywaniu spółki, a wręcz przeciwnie, przeszkadza - podkreślił szef Ruchu, który strajk drużyny odczytał jako wotum nieufności pod jego adresem.

Decyzja o tym, czy pozostanie na stanowisku ma zapaść na jutrzejszym posiedzeniu zarządu.
autor: Stanisław Hajda

Przeczytaj również