Stal Bobrek - Baildon 68-80. Zagrali jak za dawnych lat

29.05.2009
Kibice zgromadzeni na trybunach kompleksu sportowego Hajduki z pewnością na brak emocji narzekać nie mogli. Koszykarze dwóch utytułowanych zespołów stworzyli ciekawe widowisko, obfitujące w spektakularne akcje.
Niestety, nie wszyscy awizowani goście dotarli do Chorzowa. Zabrakło choćby Marka Pałusa, byłego szefa PZKoszu, który miał się wcielić w rolę arbitra. Nieobecny był także Maciej Guzik, ale jego zatrzymały obowiązki służbowe. Były koszykarz, a obecnie sędzia, musiał udać się do Wrocławia, by gwizdać w finałach mistrzostw Polski kadetów.

Z kolei tylko w roli widza zjawił się Dariusz Szczubiał. - Darek bardzo chciał zagrać, ale nie pozwolił mu na to uraz. Obiecał, że następnym razem pojawi się już na parkiecie - wyjaśniał Ryszard Poznański, który po wielu latach ponownie zasiadł na ławce Baildonu w charakterze szkoleniowca. Nieobecnego Pałusa zastąpił w roli rozjemcy Krzysztof Sojka, a tym samym z grona koszykarzy z Katowic ubyła kolejna osoba.

Sam mecz rozpoczął się od festiwalu rzutów zza linii 6,25 m. Ze strony bytomian prym w rzutach za trzy punkty wiedli Michał Gancarz i Mariusz Niedbalski. Odpowiadał im ciągle występujący na parkietach I ligi, Marcin Malcherczyk. Wydawało się, że mające młodszy zespół, Bobry bez problemu poradzą sobie z rywalem. Kiedy jednak tylko udawało im się odskoczyć, straty były niwelowane za sprawą wcześniej wspomnianego Malcherczyka i drugiego z wciąż aktywnych koszykarzy, Tomasza Milewskiego.

Drużyna prowadzona przez szkoleniowca, który osiągał największe sukcesy ze Stalą, czyli Józefa Potępę, z każdą minutą gasła w oczach. Działo się tak za sprawą krótkiej ławki rezerwowych. Choć zmienników było czterech, to tylko jeden z nich posiadał ubiór sportowy, który uprawniał go do pojawienia się na parkiecie. Wskutek tego niektórzy zawodnicy, jak chociażby Kordian Korytek, rozegrali pełne 40 minut. - Dałem z siebie wszystko. Nie mogłem biegać, gdyż mam spore problemy z kręgosłupem. Jutro jadę do Koszalina, do lekarza - wyjaśniał były reprezentant kraju.

Baildon po raz pierwszy wyszedł na prowadzenie pod koniec trzeciej kwarty i z każdą kolejną minutą jego przewaga rosła. Ambitnie straty próbował odrabiać Michał Gancarz, ale w pojedynkę niewiele mógł zdziałać. Zespół prowadzony przez Ryszarda Poznańskiego prezentował ponadto niezwykle efektowne akcje. Dwie z nich, gdy Malcherczyk podał do Milewskiego a ten z powietrza zakończył je wsadem, wywołały burzę oklasków. W końcówce rolę arbitra przejął Malcherczyk i również Sojka mógł zagrać w meczu wspomnień.

Pod szatniami

[b]Ryszard Poznański [/b](trener Baildonu): Miło po tylu latach znów zasiąść na ławce jako trener Baildonu. Byłem zaskoczony tym, jak dobrze sobie radzili moi podopieczni z dawnych czasów, czyli Skop i Sroczyński. Takie mecze to doskonała okazja, by znów spotkać się po latach. Niektóre akcje były z najwyższej półki, więc zgromadzeni kibice z pewnością mogą być zadowoleni.

[b]Józef Potępa[/b] (trener Stali Bobrek): Obiecałem rodzinie, że już nigdy nie zasiądę na ławce jako trener, ale wobec takiej okazji musiałem złamać dane słowo. Dziś jednak byłem bardzo wyluzowany, w przeciwieństwie do zamierzchłych czasów, gdy prowadziłem Bobry w ekstraklasie. Szkoda, że było nas tak mało.

[b]Andrzej Skop[/b] (koszykarz Baildonu): Miałem zagrać tylko kilka minut, a spędziłem na parkiecie grubo ponad 20 minut.  Jedynym rozsądnym wytłumaczeniem tego jest chyba tylko to, że włączyła mi się fantazja i w ogóle nie odczuwałem zmęczenia.
autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również